Velo Toruń to chyba największa impreza kolarska w Polsce, której targetem jest nie tylko prawdziwy zapaleniec kolarstwa szosowego, ale także osoba stawiająca swoje pierwsze kroki w tej dyscyplinie. Dlatego dla wielu początkujących kolarzy majówka wiąże się z wyjazdem do Torunia. Ogólnie Velo to jednocześnie doskonała okazja by zdobyć pierwsze doświadczenia związane ze startem w zawodach, ale także i najgorsza. Dlaczego? Właśnie z tego powodu, że wielu początkujących kolarzy wybiera go jako pierwszy wyścig.

Majówka na rowerze
Niby początek drugiego sektora, a początku nie widać

Podróż z aerodynamicznym rowerem

Ale żeby przejść przez to wszystko po kolei. Podróż dla naszej trójki rozpoczęła się już w piątek. Pakowanie, umycie roweru, podjazd do wypożyczalni bagażników dachowych i szybkie tankowanie. Nakarmienie dziecka i można ruszać w trasę.

Swoją drogą, przy okazji poruszania się z rowerem na dachu pojawiła się u mnie myśl niecodzienna, a mianowicie czy rowery aerodynamiczne pomagają w zmniejszaniu spalania samochodu. No bo jakby nie patrzeć mamy tutaj sytuację jak z kolarzem na rowerze. To niby kolarz odpowiada za 80% zaburzeń w aerodynamice, ale dając komuś na przykład takiego Venge Vias to chcąc nie chcąc zacznie jechać trochę szybciej bo rower będzie stawiał mniejszy opór niż ten o klasycznych kształtach. Zanotowane w telefonie, że trzeba będzie to sprawdzić kiedyś.

Velo Toruń 2018 – majówka na kolarsko

I tutaj dochodzimy do sedna tekstu. Velo Toruń. Impreza z jednej strony fajna, a z drugiej tkwiąca nieco w rozkroku pomiędzy tym co jest, a tym czym chciałaby być. Obecnie jest to swego rodzaju święto kolarstwa, idealna zabawa dla wszystkich. Poczynając od dzieci, idąc przez ich rodziców, a na ludziach chcących przez jeden dzień poczuć się prosem kończąc.

A czym chciałaby być? Mam wrażenie, że powoli wszystko dąży do tego, żeby wyszły z tego bardziej zawody dla poważnie się ścigających. Z profesjonalną organizacją, której nie powstydziłyby się zagraniczne wyścigi i wielkimi nagrodami dla zwycięzców.

Niestety tak pięknie chyba szybko nie będzie.

Zamieszanie zaczyna się na pół godziny przed startem głównego dystansu, tego w którym jedzie polskie trio ze Sky – Michał Kwiatkowski, Łukasz Wiśniowski oraz Michał Gołaś. Oczywiście na starcie ustawiło się wielu innych zawodowych kolarzy, z których warto wspomnieć choćby Adrian Kurek z CCC. Spiker zapowiada, żeby powoli na starcie zaczęli ustawiać się zawodnicy z wszystkich trzech dystansów. Pomimo tego, że najdłuższy dystans startuje kilka minut przed krótkim i 20 minut przed średnim. No, ale cóż.

Po kilku upomnieniach tuż przed startem giga ze strefy startowej wychodzą zawodnicy z pozostałych dystansów. Alleluja. Tylko, że po chwili spiker popełnia błąd i zapowiada start dystansu średniego przed krótkim. I problem gotowy. Na starcie ustawiły się dwa dystanse, nie pomogły prośby o zejście dystansu krótkiego ze startu. Ostatecznie niektórzy z najkrótszego dystansu startują dwie minuty po rozpoczęciu ich wyścigu. Szkoda mi ich bardzo, bo przez taką niemiłą niespodziankę tracą szansę na jazdę w bardziej zorganizowanej grupie i tym samym kupę siły muszą przeznaczyć na dojechanie do pozostałych. Zdecydowanie nie zazdroszczę.

Startuj

Ostatecznie, z kilkoma minutami opóźnienia, startuje mój dystans. 65 km ścigania się po lekko pofalowanej trasie dookoła Torunia. W planach było 105, ale jednak ostatecznie padło na krótszy dystans żeby nie męczyć za bardzo moich dziewczyn

Start był dużo spokojniejszy niż w zeszłym roku, chociaż mam wrażenie, że pierwszy atak nastąpił jeszcze przed oficjalnym startem ostrym. Wyjątkowo nie startowałem z tyłu tylko ustawiłem się stosunkowo blisko pierwszej grupki, teoretycznie najszybszej, a ta bardzo szybko zniknęła mi z widoku. Po pierwszych 15 kilometrach Mio pokazało piękną średnią 41 km/h. Mówimy oczywiście o mojej grupce, bo pierwsza stopniowo coraz bardziej się oddalała.

I tak jedziemy sobie do pierwszego podjazdu

Ogólnie do pierwszego podjazdu jest spokojnie. Asfalt nie jest jakieś pierwszej świeżości, ale gdzie w Polsce, poza nowowybudowanymi autostradami, jest dobrej jakości szosa? Jasne, po drodze było kilka defektów i jeden poważniejszy wypadek, ale źle nie jest. Na pewno nie było takich krzywych akcji jak w zeszłym roku jak ogarnianie roweru na środku trasy.

Ogólnie pierwszy podjazd na trasie jest całkiem fajny, niezbyt stromy i krótki. 900 metrów długości, 34 m wysokości i 3,6% średniego nachylenia. W zeszłym roku podjeżdżałem go z duszą na ramieniu i ironią na ustach. W tym prawie nie zauważyłem kiedy go pokonaliśmy. Gdyby nie karetka zjeżdżająca w dół i nagły ścisk to chyba nawet bym go nie zapamiętał. Pamiętam jednak widok pierwszej grupy, która poleciała już stosunkowo daleko i to, że moja dotychczasowa zaczęła się trochę bardziej rwać.

Kolejne kilometry mijają stosunkowo spokojnie, na zjeździe można przez chwilę poszaleć, ale ogólnie idzie luźno. Grupka prawie 30 osób nie daje okazji do urwania się i powalczenia o jakąś lepszą lokatę na mecie. Z resztą i tak, z mojej strony, ucieczka byłaby bardzo głupim ruchem. Powoli zaczynamy się zbliżać do drugiego większego podjazdu. Mio krzyczy mi, że już zaraz zaczyna się segment zwany pięknie “Skłudzewo Pełny Podjazd” . Krótki, 400 metrowy z nachyleniem 7.3%.

Grupa się rwie

I dopiero na tym segmencie trasy zaczyna się większe porwanie grupy. Coraz więcej osób zaczyna odjeżdżać, mnie łapie mocna zadyszka i już wiem, że będzie słabo. Mała tarcza i koronka 25 z tyłu, aż trochę wstyd. Ale liczy się, że podjechałem.

I tutaj w sumie można zakończyć opis trasy. Od końca Skłudzewa łapię się z jedną grupką i cisnę z nimi już do samego końca, walcząc z kilkoma osobami na sprincie z grupki. Ostateczny wynik? Czas w którym ukończyłem trasę to 1:47:12:05, o ponad 15 minut szybciej niż w ubiegłym roku. Dało to średnią prędkość 36,8 km/h oraz 228 miejsce w Open (na ponad 700 osób) oraz 79 w mojej kategorii wiekowej. Ogólnie jest poprawa i to spora. Objazdy czwartkowe, treningi indywidualne oraz dieta zdziałały cuda.

Ale ogólnie to jest ciut słabo z ludźmi

Ja wiem, że jest to wyścig o złote kalesony. Wiem – dla niektórych jest to całkowicie pierwsza okazja do jazdy w grupie i to niestety widać. Brakuje podstawowej wiedzy o jeździe w peletonie, pokazywaniu dziur na drodze, informowaniu o zakrętach czy wychodzeniu na zmiany.

Ogólnie Velo Toruń rozgrywany jest przy częściowo otwartym ruchu ulicznym. Co to znaczy? Że możemy spotkać się z samochodem osobowym jadącym z naprzeciwka. Serio. Problem pojawia się, gdy próbujesz z tyłu grupy wyjechać wyjechać na sam przód, żeby spróbować ucieczki. Sam tego doświadczyłem.

Wyobraź sobie taką sytuację – zaczynasz wyprzedzać grupę, ale nagle z naprzeciwka zbliża się samochód jadący ciut za szybko. Ludzie jadący obok ciebie też widzą tą sytuację, oczywiście jadą maksymalnie blisko lewej krawędzi, z prawej spokojnie zmieści się jeszcze z dwóch kolarzy. I zamiast dać możliwość schowania się w grupce, trzymają cię twardo na kursie kolizyjnym ze zbliżającym się autem. Ostatecznie decydujesz się na naciśnięcie klamki hamulcowej i schowaniu się na samym końcu grupy. Niesmak pozostaje.

Ale przede wszystkim

Grunt to dobra zabawa, o tym trzeba pamiętać. I o tym, że raczej wszyscy chcemy bezpiecznie dojechać do mety. Problem pojawia się, gdy w wyniku adrenaliny i chęci rywalizacji o tym zapominamy.

Osobiście jestem zdania, że przed wzięciem udziału w takim wyścigu powinno się obowiązkowo chociaż raz przejechać w ciut większej grupie. Dzięki temu będzie można się zapoznać z kulturą jazdy w grupie, zasadach pokazywania dziur i ostrzegania. A jeśli nigdy się tego nie doświadczyło? To startować gdzieś z tyłu. W maratonach MTB całkiem nieźle radzą sobie z takim zagadnieniem – jeśli startujesz po raz pierwszy to z reguły startujesz z ostatniego sektora. I dopiero po pewnym czasie możesz startować z szybszych. Tak też powinno wyglądać to na wyścigach szosowych, w szczególności tych przeznaczonych dla szerokiego grona startujących.

Mimo wszystko jestem bardzo zadowolony z tego wyścigu. Okazja do spotkania się z Kwiato czy innymi zawodnikami czołowych zespołów szosowych zawsze jest fajna. Myślę jednak, że powinno się postawić na edukację zawodników aniżeli tylko wrzucenie ich na trasę.

A tutaj możecie rzucić okiem na przejazd na Stravie oraz przeczytać relację z zeszłorocznej edycji Velo. Zapraszam też na mojego instagrama 🙂