Skoro zajrzałeś na tę stronę, to znaczy, że chciałbyś dowiedzieć się o mnie coś więcej, niż można wynieść z poszczególnych wpisów na blogu. Bardzo mnie to cieszy, bo moja osoba to zdecydowanie więcej niż rowery szosowe, czy ogólnie kolarstwo.

Od niedawna jestem szczęśliwym ojcem i to głównie przez to zamieszczam wpisy z tak niską częstotliwością. Aczkolwiek mam nadzieję, że wraz ze stopniowym usamodzielnianiem się dziecka, będę mógł na rozwój bloga znowu poświęcić dużo więcej czasu.

Ponad to, jestem raczej – jak to ładnie się nazywa – kolarzem romantycznym. Lubię zwiedzać nowe miejsca, próbować regionalnych przysmaków i zatrzymać się na dobre espresso gdzieś w okolicznej kawiarence. Biorę udział w wyścigach szosowych, jazdach grupowych i indywidualnie, od czasu do czasu, próbuję zdobyć jakiś segment na Stravie. Głównie te sprinterskie, bo zdecydowanie ja i góry nie idziemy w parze. Tak po prostu, najzwyczajniej w świecie. Od małego za sobą nie przepadaliśmy i tak zostało do dziś.

Może to zabrzmi głupio ze strony blogera zajmującego się pisaniem o kolarstwie, ale chciałbym być z Tobą całkowicie szczery. Jestem miłośnikiem rowerów wyprodukowanych przez Specialized. Na tę chwilę jeżdżę na Allezie z 2012 roku, z osprzętem wybranym przeze mnie, ale już niedługo w planach jest przesiadka na Tarmaca. Dlatego jeśli kiedykolwiek będę pisał jakieś recenzje sprzętu użyczonego przez polski oddział Specialized to proszę, bierz poprawkę na to, że lubię tę markę. Plus od czasu do czasu zdarza mi się jeździć z przedstawicielami Speca. To tak, żebyśmy byli całkiem szczerzy. Nie deprecjonuję innych rowerów – Treka, Whyte’a, Meridy i setki innych producentów. W ich przypadku staram się być najbardziej obiektywny w tym, jak bardzo moja subiektywność ludzka mi na to pozwala. Bo każdy obiektywny tekst jest nacechowany subiektywnością, ale to tylko dla przypomnienia.

Coś jeszcze? Może parę informacji na temat tego, jak bardzo mało kolarską fizjonomią się cechuję. Rocznik ’88, 180 cm wzrostu i 89 kg masy ciała (chyba pisałem, że gór nie lubię, prawda?). Także rowery nie mają ze mną łatwo, bo muszą wytrzymać trochę bardziej „misiowatego” kolarza. Zastanawiasz się czy karbonowa rama nie pęknie pod Twoimi, powiedzmy 80. kilogramami? No to znalazłeś doskonałe miejsce w Internecie, by o to zapytać 🙂