W zeszłym tygodniu brałem udział w Memoriale Królaka – piekielnie trudnym kryterium ulicznym. W teorii, patrząc pod kątem spalonych kalorii nie było to nic wybitnego – prawie 500 kcal na cały wyścig to niewiele. Ale mimo wszystko wypadałoby to jakoś odrobić posiłkiem. Co prawda nie udało mi się tego odrobić przepisem, który dzisiaj zaprezentuję, bo mieliśmy rodzinną wizytę u dziadków Idusi. A wiadomo, że wizyta u dziadków rządzi się trochę innymi prawami. Ziemniaczki młode, fasolka, serniczek i kawka. Tysiące kalorii, ale worth it. A makaron można zjeść następnego dnia. W końcu, co się odwlecze to przyjedzie z peletonem. Czy jakoś tak.

Boczek płakał gdy wymyśliłem ten przepis

Uwielbiam mięso. Nie będę tego ukrywał. Ale ostatnio troszkę często zdarza mi się je zdradzać, wymyślając wegetariańskie wersje sprawdzonych przepisów. Carbonara jest jednym z moich ulubionych dań opartych o makaron. W Polsce niestety większość zna przepis na coś a’la carbonara. A prawdziwa carbonara śmietany nawet nie widziała. 

Kiedy dwa lata temu byliśmy z Asią w Rzymie stołowaliśmy w sumie w dwóch miejscach. Jedno to mała pizzeria niedaleko Koloseum.  Właściciel okazał się być także zapalonym kolarzem, więc mieliśmy o czym porozmawiać. Jeśli mnie pamięć nie myli odbywał się wtedy wyścig Giro di Lombardia, wyścig spadających liści, a on bardzo przeżywał to, jak jedzie Nibali. Znaczy jak jechał cały sezon, bo jednak wypadek na zjeździe na wyścigu olimpijskim trochę pokrzyżował mu plany na starty w końcówce sezonu. 

Drugą restaurację odwiedziliśmy chyba tylko dwa razy. Raz drugiego dnia i potem tuż przed wylotem. Zarówno przy pierwszej jak i przy drugiej wizycie zamówiliśmy carbonarę. I to była najlepsza carbonara jaką jadłem. Ręcznie przygotowany makaron, doskonały sos i szynka parmeńska wraz z boczkiem. Po prostu ideał. Dlatego dzisiaj zrobimy coś podobnego.

Carbonara a’la wege

Do czegoś takiego będziemy dążyć

Ogólnie podstawą carbonary jest sos na bazie jajek, sera oraz czarnego pieprzu. Wybór makaronu to kwestia drugorzędna, niezależnie od tego jaki wybierzemy, to i tak będzie to dobry wybór. Ja osobiście zazwyczaj wybieram tradycyjny spaghetti.

Składniki:

  • 100 gramów makaronu
  • Łyżka tartego sera Grana Padano
  • 3 suszone pomidory
  • 1 żółtko jajka
  • Pieprz

Do miseczki ścieramy ser, a następnie mieszamy dokładnie z żółtkiem. Doprawiamy całość pieprzem. Najlepiej, jeśli byłby to świeżo zmielony pieprz, ale może być też klasyczny, z torebki.

Makaron robimy bez żadnych wymysłów. Po prostu gotujemy wodę z dobrze osoloną wodą i wrzucamy go do środka. Gotujemy, odlewamy. Nic trudnego.

Odcedzony makaron przekładamy do miseczki z serem, jajkiem i pieprzem. Dokładnie mieszamy, tak żeby wszystko nam się połączyło w całość. Przekładamy do głębokiego talerza i kładziemy na górę pokrojone w paseczki suszone pomidory. I tyle. Trochę ponad 10 minut roboty.

Sprintem do kuchni to cykl wpisów na blogu, który ma na celu zaprezentować wam jak niewielkim nakładem umiejętności kulinarnych i finansowych można zrobić wspaniały posiłek. Posiłek, który będzie miał tylko jeden cel – zaspokoić głód po ciężkim treningu, a który nie będzie wredną papką czy zwykłym makaronem z serem. Oczywiśćie, znajdziecie tutaj także propozycje pełnowartościowych posiłków będących doskonałym uzupełnieniem diety kolarskiej.