Święta, święta, święta. Zbliżają się z prędkością ciężarówki coca-coli, która zaraz powinna z pełną siłą przejeżdżać przez spoty reklamowe we wszystkich stacjach telewizyjnych. Tak, jak to jest co roku. Za chwilę rozpocznie się także wielki szał sklepowy związany z zakupami przedświątecznymi. Kurde, sam już po woli wpadam w ten szał, wyszukując co mógłbym kupić swoim bliskim pod choinkę. Bo każdego chciałbym obdarować czymś specjalnym, co w pełni by mu się spodobało. Znalezienie prezentu dla osoby z zainteresowaniami odmiennymi od naszych jest już wyzwaniem. A prezent dla kolarza? O rany, klękajcie narody – łatwiej trafić trójkę w dużym lotku. Ale nie martwcie się, w tym wpisie postaram się pokazać Wam kilka propozycji. Na pewno jest to bardzo subiektywne spojrzenie na prezent idealny, bo nie ukrywam, że część z wymienionych rzeczy chętnie znalazłbym u siebie pod choinką.

Owijki – najlepiej Supacaz

Na pierwszy ogień coś, co może upiększyć Waszą szosę równie dobrze, co najlepiej dopasowany zestaw kół. Rzecz jasna mowa o owijce. Osobiście najchętniej widziałbym pod choinką coś Supacaza. Jeździłem przez kilka miesięcy na czerwono-czarnym zestawie doskonale pasującym kolorystycznie do mojego Speca i, o rany, jakże to była wspaniała owijka. Jasne, mój obecny bike ribbon nie jest wcale taki zły, ale jednak nie umywa się do Supacaz.

Nawet grafika taka trochę świąteczna

Dlaczego? Zacznijmy od rzeczy dającej +10 do lansu. Jest to ulubiona owijka mistrz świata, Petera Sagana. Po drugie, firma została stworzona przez syna założyciela Specialized. To jak dla mnie, duża wartość dodana. Po trzecie, a to chyba najważniejsze, jest bardzo dobra w dotyku, odpowiednio miękka i dobrze klejąca dłoń. Dzięki temu, nieważne czy spoci nam się dłoń czy będziemy jeździć w deszczu to po prostu nie stracimy pewnego chwytu. Nawet jeśli nie jeździmy w rękawiczkach. Osobiście za rękawiczkami nie przepadam, dlatego dla mnie jest to owijka idealna. No i aluminiowe, naprawdę ładne korki do kierownicy. I aluminiowe, przez co dużo bardziej trwałe od tych najczęściej dodawanych do owijek, nawet z wyższej półki cenowej. Niby Supacaz nie jest najtańszą owijką, bo cena w okolicach 130 zł za kawałek materiału nie jest niska, ale też nie jest najdroższą.

A tak prezentuje się czerwono-czarny Supacaz

Kalendarz The Climb

Kolarstwo wspinaczką stoi. No bo czym emocjonujemy się najbardziej? Długimi i płaskimi etapami kolarskimi, czy raczej epickimi podjazdami, wypełnionymi po brzegi niezapomnianymi widokami? Według mnie więcej jest fanów podjazdów niż szybkich, sprinterskich finiszów.

The Climb - doskonały prezent dla każdego miłośnika wielokilometrowych wspinaczek
The Climb – doskonały prezent dla każdego miłośnika wielokilometrowych wspinaczek

I dla tych wszystkich osób zakochanych w górskich widokach powstał kalendarz The Climb. Po raz pierwszy zetknąłem się z nim w tym roku i zachwycił mnie swoim wykonaniem. Co prawda, nie miałem go u siebie w domu, ale na przyszły rok postanowiłem naprawić ten błąd. Gdzie można zdobyć ten kalendarz? Chociażby tutaj – klik

Kawa! Kawy nigdy za wiele!

Czymże jest prawdziwie kolarska przejażdżka bez porządnego coffee stopu? No właśnie tak trudno. A żeby uniknąć rozczarowań podczas jazdy może warto byłoby rozważyć danie zapalonemu kolarzowi dobry młynek do kawy na prezent? Obowiązkowo z odpowiednio dobraną dla jego podniebienia kawą.

Wraz z Asią na początku września w tym sklepie zaopatrzyliśmy się w młynek ceramiczny, który sprawuje się świetnie. Co prawda Asia chwilowo nie może sobie pozwolić na kawę ze względu na karmienie piersią, ale wierzcie mi, że czasami nawet aromat potrafi pobudzić. A aromatu świeżo zmielonej i zaparzonej kawy nic nie zastąpi. Zapomnij o mleku i cukrze do kawy, pij prawdziwie czarną. Wierz mi, że już nigdy nie pomyślisz o wypiciu kawy z jakieś przydrożnej sieciówki. Plus nagle w Twoim domu pojawi się mnóstwo znajomych, bo kawa taka jakaś, jakby lepsza. Osobiście polecam truflę w czekoladzie lub mawari. Lub belgijskie praliny jeśli wolisz coś delikatniejszego.

Bikefitting – na wypasie

Twój partner lub partnerka ciągle narzekają na jakieś bóle po jeździe? Cóż, może to właśnie ten moment żeby zafundować mu bikefitting? Do tej pory pewnie nie chciał, bo sobie ustawił wszystko tak jak to na YouTubie przykazali, ale może jednak źle przykazali? Może właśnie przez takie Internetowe próby ustawienia roweru tylko pogarsza jakieś swoje schorzenie, a mostek w negatywie (bo tak mają wszyscy Pro) zagraża jego bezpieczeństwu?

Nie zastanawiaj się dłużej, po prostu wyślij go do któregoś ze studiów bikefittingowych na terenie kraju. Jak dla mnie wysłanie na bikefitting to doskonały prezent. Bikefitting to trochę jak wizyta u dentysty. Niby nie potrzebna, ale odpowiednio wcześniej odbyta może zapobiec usunięciu zęba. Jasne, w przypadku złego ustawienia roweru trudno o amputację nogi, ale na pewno może zapobiec chociażby przeciążeniom kolan.

Sam odbyłem sesję bikefittingową na początku roku i pomimo tego, że ten rok ostro sobie folgowałem jeśli chodzi o jedzenie i trening to udało się osiągnąć kilka celów postawionych przed sobą. Głównie przez to, że podczas fittingu skupiliśmy się na tym, żeby głupio nie tracić watów przez, chociażby, złe ustawienie wysokości siodła. Tak, ten centymetr robi aż tak dużą różnicę. Jeśli chcesz poczytać więcej na ten temat, to tutaj jest mój wpis dotyczący całego procesu fittingowego.

Biżuteria kolarska

A może coś wyjątkowego dla tej jedynej, która jest także Twoim najlepszym kompanem w trakcie godzin treningowych? Albo po prostu chcesz sprawić swojemu zakręconemu na punkcie kolarstwa mężczyźnie nietypowy prezent. Jeszcze do niedawna była na tym polu posucha, ale ostatnio dużo osób zaczęło grzebać w takich robótkach ręcznych. Z pożytkiem dla wszystkich.

Takim prezentem, tyle że czerwonym na pewno bym nie pogardził 😉

Na szybko udało trafić mi się na sklep Jeździsz? i jestem zachwycony. Bardzo ładna biżuteria wykonana w głównej mierze ze zużytych łańcuchów prezentuje się bardzo ładnie. Kolczyki, spinki do mankietów, bransolety czy różne breloczki. Jasne, można zrobić samemu (i to będzie miało dużo większą wartość dla osoby obdarowywanej), ale dla kogoś takiego jak ja to… No, nie mam absolutnie zdolności manualnych. Owszem, potrafię zawiesić karnisze, lampy czy żyrandol. Pomalować ściany, nawiercić otwory na rożne rzeczy, złożyć meble z Ikei (nawet bez instrukcji). Ale największym osiągnięciem z robótek ręcznych było dla mnie stworzenie łańcucha choinkowego w drugiej klasie podstawówki. A nie chcę sobie przypominać ile lat temu to było. Dlatego takie sklepy są dla mnie wybawieniem.

Co jeszcze na prezent?

Oczywiście te propozycje nie wyczerpują ogromu możliwości. Ale nie oszukujmy się – wszyscy polecają koszulki z tematyką rowerową, jakieś kosmetyki czy ogólnie różne akcesoria około rowerowe z odzieżą kolarską włącznie. Ja chciałem uciec trochę od tej tematyki i zaproponować coś ciut mniej popularnego i oczywistego. Mam nadzieję, że z pożytkiem dla Was i osób, którym go udostępnicie.