Winter is coming, czy też używając polskiego tłumaczenia, zima nadchodzi. Dla ludzi żyjących w naszej szerokości geograficznej, to właśnie pora roku, kiedy biali wędrowcy wychodzą na ulice, a rowery wolimy (w większości) zostawić w ciepłym domu i oddać się innym, nieco przyjemniejszym aktywnościom. Jasne, możemy zapakować rower w torbę, swój tyłek w samolot i polecieć do ciepłych krajów, gdzie sezon szosowy nigdy się nie kończy. Niestety, nie każdy może sobie na to pozwolić ze względu na obowiązki zawodowe czy też rodzinne lub z innych, bardziej materialnych powodów. Dopóki nie zaczniemy zarabiać jak na zachodzie to szczerze mówiąc zawsze będzie ciężko z takimi wyjazdami. Oczywiście, możemy polować na okazje, ale wiąże się to z możliwością nie otrzymania urlopu w danym terminie. Ostatnio znajoma, pod wpływem zakupu roweru, postanowiła wyposażyć się także w trenażer. Według mnie bardzo słusznie.

Winter is coming – czas na trenażer

Dla mnie zima nadeszła ciut wcześniej niż dla innych szosowców. 24 października przyszła na świat moja córka, Ida. W związku z tym, i żeby odciążyć świeżo upieczoną mamę, Allez dostał oponkę trenażerową i zdejmowany jest tylko na godzinne sesje treningowe. Godzinne, bo na więcej mała z reguły nie pozwala 😉

Szczerze mówiąc, w tym roku na szosie mało przetrenowałem. Prędzej były to po prostu jazdy grupowe lub moje relaksacyjno-krajoznawcze. Jasne, jakieś wyścigi były po drodze, ale raczej się do nich specjalnie nie przygotowywałem. Ot, co ma być, to będzie. Trochę tego teraz żałuję i żeby sobie oszczędzić przyszłorocznych rozczarowań już teraz wziąłem się za siebie. W ostatnim czasie przybyło kilka kilogramów, bo wiecie ciąża współczująca rządzi się swoimi prawami. Nie wierzysz, że coś takiego istnieje? To zajrzyj na tę podstronę wikipedi. Zniszczyłem Twój światopogląd? No cóż… Już wiesz na co się szykować, kiedy zajdziesz w ciążę lub Twoja partnerka spodziewa się dziecka. Te Twoje piękne waty najpewniej znikną 😉

Ale nie o tym miał być ten wpis. Dlaczego warto bawić się w trenażer? Powodów jest wiele, ale według mnie, głównym jest, że

Jesteś w domu

Nieważne jak bardzo wypasiony trenażer kupisz, z pomiarem mocy, symulacją podjazdów i innymi szmerami bajerami to nic nie zastąpi rodzinie tego, że jesteś w domu. Oczywiście, najciszej nie będzie, w szczególności jeśli masz trenażer z niższej półki cenowej. Ale spokój ducha jaki zapewniasz swoim bliskim, że trening odbywasz w zaciszu domowym, a nie na zewnątrz jest nieoceniony.

Bo w naszej szerokości geograficznej o tej porze robi się trochę za ciemno na rower już koło godziny 16. Chociaż nawet w granicach 15 jest już ciemno. I jasne, możemy sobie zainstalować najlepsze światła na przodzie i tyle, ale wiemy jak wygląda sytuacja z koncentracją kierowców na drodze. Czasami nawet najlepsza lampka nie pomoże. A wielu z nas wierzy, że nawet bez świateł czy odblasków kierowca nas zobaczy. Jasne, na masce swojego samochodu raczej nie będzie miał możliwości nie zauważyć.

Jeśli szukasz trenażera

Zanim zaczniesz myśleć o zakupie trenażera, to warto byłoby najpierw rozważyć do czego chcemy go przede wszystkim używać. To trochę jak z wyborem swojej szosy. Nie potrzebujesz najwyższego aerodynamicznego roweru, jeśli chcesz robić krótkie przejażdżki dookoła swojego osiedla. Tak samo nie potrzebujesz najwyższego modelu trenażera, jeśli chcesz tylko pokręcić trochę w zaciszu domowym. Jasne, ułatwi on domownikom wytrzymanie z tobą i kolejną sesją interwałów.

Ale, jeśli nie chcesz wydawać od razu 1699 zł na Tacx Vortex Smart ( który wcale nie jest najdroższym trenażerem… nie jest chyba nawet w połowie stawki cenowej), to warto się zastanowić nad możliwościami jakie daje nam rynek. Wiele sklepów rowerowych daje nam możliwość wypożyczenia trenażera na zimę. Wiadomo, w wielu przypadkach trzeba uiścić kaucję za wypożyczenie, ale w teorii wychodzi taniej niż zakup nowego sprzętu.

Podliczmy. Kaucję pomińmy, bo jest to kasa zamrożona, która do nas ostatecznie wróci. W Airbike’u, który na pewno nie jest najtańszą opcją na rynku, miesiąc wypożyczenia wspomnianego wyżej przeze mnie Vortex Smarta to 209 zł. Załóżmy, że trenażera – de facto – będziemy używać tylko miesiąc do maksymalnie dwóch w ciągu roku. 418 złotych. To, według mnie, niewiele. W szczególności, jeśli mielibyśmy jednorazowo zapłacić blisko 1700 złotych.

A może coś tańszego

Załóżmy jednak, że trenażera będziemy chcieli używać cały rok. Mieć go całkowicie na własność, bez żadnych kaucji i tym podobnych zamrożeń naszej gotówki. Bo w sumie to takie najbardziej oczywiste rozwiązanie. Warto zastanowić się przede wszystkim nad tym, jak chcemy używać dany sprzęt. I od tego na jakim poziomie zaawansowania jesteśmy.

Bo jeśli będzie to nasz pierwszy sprzęt, chcemy tylko sprawdzić czy to polubimy i tak dalej. Więc nie ma się co rzucać od razu na głęboką wodę i kupować sprzętu z przeznaczeniem internetowego ścigania, pomiaru mocy i czego tylko dusza zapragnie. Bo sprzęt z tymi wszystkimi cudami z reguły zaczyna się w granicach 1000 złotych. W popularnej sieci sklepów sportowych jednak ostatnio widziałem inteligentnego Elite’a za jakieś 800 złotych. To jest fajna cena. Na początek jednak, jak dla mnie, spokojnie wystarczy sprzęt za około 500 złociszy. W tej półce cenowej z reguły mamy już manetkę do sterowania oporem trenażera.

Oczywiście, nie będzie to cichy sprzęt. Nie będzie to też sprzęt, który w czasie rzeczywistym zasymuluje Ci różnicę w podjeździe o nachyleniu 7% a 9%. Takie cuda dopiero w dużo droższym sprzęcie. Ale będzie to sprzęt, który spokojnie pomoże Ci przygotować się do następnego sezonu. Albo, jeśli nie jesteś osobą startującą w wyścigach, pozwoli zachować aktualny poziom wytrenowania. I pomoże wstrzymać rozwój brzuszka. A tego nie da się przecenić.

Ścigaj się

Właśnie, największą przewagą trenażera nad treningiem w minusowych temperaturach jest – według mnie – Zwift. Kto powiedział, że żeby ścigać się potrzebujesz dodatniej temperatury, grupy osoby i wyznaczonej przez organizatora trasy? A co jeśli mógłbyś pościgać się z tysiącami kolarzy takich jak Ty? Z całego świata. Lepszej okazji, żeby sprawdzić swoją nogę na arenie światowej nie będziesz miał. A dodatkową motywacją niech będzie to, że wielu prosów także korzysta ze Zwifta. Kto wie, może akurat będziesz miał szczęście i wdasz się w pojedynek sprinterski z Marcelem Kittelem lub będziesz walczył o króla gór z Rafałem Majką? Co prawda, nie wiem czy akurat ta dwójka korzysta z tej aplikacji, ale kto wie?

No i trenażer ma tę ogromną przewagę nad tradycyjnym treningiem na szosie, że każda jednostka treningowa jest zmaksymalizowana do granic możliwości. Nie ma świateł ulicznych, które mogłyby zatrzymać Twój interwał. Żaden kierowca nie zajedzie Ci drogi i nie wytrąci z równowagi głupim zachowaniem. Jesteś po prostu ty i twój trening. Nic więcej. Nie masz jak i kogo oszukać. Nie schowasz się za kimś i będziesz mógł powiedzieć, że dałeś z siebie wszystko w danym dniu. Oszukujesz sam siebie.

Tylko ten zapach

Ale żeby nie było tak pięknie to na zakończenie jedna zasadnicza wada całego rozwiązania. Zapach. Jeśli twoja partnerka czy partner już zgadzają się, żebyś jeździł w domu, to warto pomyśleć o jakimś dodatkowym wiatraku, który będzie nas odpowiednio chłodził podczas treningu. Bez tego będzie się z ciebie lał pot jak pracowników robót drogowych w słoneczny lipcowy dzień. Po prostu takie dobrodziejstwo inwentarza.

Ale nie ma co się zniechęcać. Trenażer to w dużej mierze zalety z nielicznymi wadami. Bezpieczeństwo jest chyba największą zaletą – bo, jeśli w pełnym słońcu kierowcy potrafią wyprzedzić kolarza na gazetę, to nie zaufałbym ich umiejętnościom w ciemne, jesienno-zimowe popołudnia. Tak jak pisałem na początku – mam do kogo wracać w domu. I nie zaufałbym nawet najlepszemu oświetleniu. Po prostu ostatnio w kraju jest więcej socjopatów i bezmyślnych kierowców by ryzykować swoim życiem dla spełnienia jakiegoś wymyślonego dla siebie planu treningowego.

Przypomnę Wam jeszcze, że możecie mnie podglądach na Instagramie oraz Stravie.