Rozpoczynając swoją przygodę z kolarstwem z reguły na początku (poza rowerem, rzecz jasna) decydujemy się na zakup dedykowanego stroju. No i może, jeśli uważamy się za troszkę bardziej pro, na dedykowane pedały zatrzaskowe wraz z odpowiednimi butami. Warto jednak, w bliższej lub dalszej perspektywie, na liście obowiązkowych zakupów dopisać okulary. Jednak nie byle jakie, najtańsze przeciwsłoneczne z bazarku lecz coś bardziej porządnego. Osobiście na początku skusiłem się na okulary Goggle, które uważam za bardzo nietrafiony wybór. Ostatecznie, po kolejnych kilku miesiącach zakupiłem Oakley Radar EV. Na początku ze zwykłą przeciwsłoneczną szybą, następnie decydując się na dedykowaną do kolarstwa szosowego szybę Prizm. Czy był to dobry wybór?

Oakley Radar EV

Nie wiem czemu, ale chyba najpopularniejszym modelem Oakley jest Jawbreaker. Jasne, sam na nie przez dłuższą chwilę chorowałem i bardzo chciałem posiadać. Aczkolwiek przy bliższym kontakcie trochę straciły w moich oczach. Jak dla mnie są zbyt zabudowane. Dlatego ucieszyłem się, gdy udało mi się znaleźć Radar EV. Zdecydowanie bardziej kompaktowe od Jawbreakerów, nie są tak zabudowane i bez pełnej ramki dookoła szkieł. Drobna fanaberia, ale zdecydowanie wolę gdy ramka jest minimalna, nie większa niż jest potrzebna do trzymania szkieł w ryzach.

W teorii wersji Radar EV są dwie. Path i pitch różnią się tak naprawdę tylko dopasowaniem do typów twarzy. Jedne przeznaczone są dla węższych, drugie dla szerszych. Więc nic czego napalony na Oakleye człowiek by nie ogarnął. Schody zaczynają się przy wyborze soczewek. Bo tych jest już zatrzęsienie. I każde z magiczną nazwą. Black iridium, red iridium, prizm trail, prizm road i milion kolejnych. A Ciebie interesują te jedne, przeznaczone do Twojej dyscypliny sportu.

Można nawet używać jako okulary do samochodu. Dwa w jednym!

Ogólnie zakup oprawki, która nam się podoba, wraz z szybą, która nas interesuje czasami może być więcej jak trudna. Bo całość kupujemy w zestawie (jasne, jest dostępna możliwość skonfigurowania wszystkiego pod siebie, ale nie u polskiego dystrybutora). Tak więc, jeśli chcemy szybę do kolarstwa szosowego, to musimy się zdecydować na czarny mat, matowy uran (kto wymyśla te nazwy?) lub połyskliwy biały. Chcesz czerwone oprawki? Kup sobie z inną szybą i dokup odpowiednią dla Ciebie. Ach, zapomniałem powiedzieć, że prizm do kolarstwa szosowego w odmianie do Radar EV jest prawie niedostępny? No i to jest cały problem związany z tymi okularami.

A może chińczyk?

Ważnym punktem do rozpatrzenia jest to, czy warto kupować Oakley za niemal 800 zł (tak! Tyle mniej więcej wyniesie Cię komplet oprawki z szybą). W szczególności w świetle tego, gdy od naszych chińskich kolegów możemy zakupić tak samo wyglądające okulary za dużo mniejsze pieniądze. W teorii, dobrze szukając, nawet kilkaset razy mniejsze pieniądze.

Chińskie okulary
Trochę ponad półtora dolara? Nieźle

Według mnie – warto. Rozumiem kupowanie odzieży czy pewnych części od naszych dalekowschodnich kolegów. Ba, sam właśnie zakupiłem karbonowy mostek i kierownicę, żeby sprawdzić i opisać czy jest sens takich zakupów. W przypadku elementów roweru możemy w pewnym sensie spodziewać się, czy faktycznie zaraz nam się karbon połamie czy doświadczymy innych problemów. Okulary jednak to trochę inna sprawa. W teorii powinny zapewniać nam komfort w słońcu, jednocześnie dając ochronę przed promieniowaniem UV. Niby wszystkie mają wypisane jakieś tam filtry i zabezpieczenia, ale czy macie pewność, że faktycznie w okularach za 10 dolców komuś chciało się to sprawdzać? Mi nie.

Czy da się w tym jeździć?

Ogólnie Radar EV to jak dla mnie okulary lepsze niż Jawbreakery. Są po prostu wygodniejsze. Drobnym minusem mogą być dosyć długie ramiona, które w przypadku niektórych kasków będą wadziły o tylny koszyk trzymający naszą głowę. Da się z tym żyć, aczkolwiek dla części malkontentów może stanowić doskonały pretekst by wieszać na tych okularach psy. Mi osobiście, w moim Specialized Propero 3 to nie przeszkadza. Więc jeśli masz ten kask i chcesz te okulary (lub na odwrót) to możesz brać je (go) śmiało.

Bardzo fajnym patentem jest też odpowiednie wyprofilowanie zarówno samych oprawek jak i szyby w taki sposób, że okulary nie parują. Owszem, jeśli staniemy gdzieś na światłach to może się zdarzyć, że trochę mgiełki się na nich pojawi. Ale dzięki odpowiedniej konstrukcji przy starcie w ciągu sekundy wszystko wróci do normy.

Objazdy czwartkowe
Objazdy Czwartkowe – poziom Oaklayów na tym zdjęciu jest over 9000

Wymiana szyby? Jeśli jesteś w stanie obsługiwać manetki zmiany biegów to jesteś bardziej jak uzdolniony manualnie do wymiany soczewek. Nie ma w tym żadnej filozofii. Ale co najważniejsze – nic nie trzeszczy i nie trzeba się siłować z szybą, jednocześnie wznosząc modły do swoich ulubionych kolarzy z nadzieją, że ona nie pęknie. A tak miałem w Gogglach (swoją drogą – zawsze pisząc tą nazwę mam ochotę napisać google). Tutaj jest po prostu – pyk, pyk, pyk i masz zmienioną szybę. Potem pozostaje tylko przetrzeć ją do czysta.

No właśnie – przetrzeć do czysta. Tutaj pojawiają się drobne schody – bo Oakley zachęca nas do używania jego własnej ściereczki. Bo teoretycznie używając innej możemy narazić się na uszkodzenie powłoki szyby i tym samym stracić jej magiczne właściwości. Czy tak jest? Nie wiem, bałem się sprawdzić. I raczej nie prędko sprawdzę, patrząc na to, jak drogie są zapasowe szyby. Te pojedyncze, które uda się w Polsce znaleźć.

Prizmy

Ale chyba ważniejszym, o ile nie najważniejszym, aspektem całego szaleństwa z tymi Oakleyami jest to, czy faktycznie te całe „prizmy” zdają egzamin. Ogólnie mamy do wyboru dwie wersje prizm – trail i road. Jedne dla tych lubiących się w jeździe po lesie, drugie dla szosowców. Trzeba zwrócić na to uwagę, żeby potem nie było zaskoczenia, dlaczego nie widzimy dziur w asfalcie.

Radar EV Prizm
Wyglądam jak kosmita? Może trochę, ale za komfort trzeba jakoś płacić

Odkąd po raz pierwszy założyłem do radarów dedykowaną dla szosy szybę to wszelkie inne rodzaje soczewek straciły dla mnie sens. Dlaczego? Właśnie dlatego, że w magiczny sposób, którego nie do końca rozumiem, prizmy zwiększają kontrast tego, co widzimy. Co ciekawe – jak piszą, tak jest. I po założeniu ich na oczy przez chwilę widzimy świat w różowych kolorach (nawet jeśli nasze spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość takie nie jest). Potem przyzwyczajamy się do zabarwienia i odkrywamy, że szosa jest jakby wyraźniejsza. I łatwiej zauważyć, a przez to ominąć, wszelkie ubytki jakie się w niej znajdują. Kosmos? I to jaki. Ale przydatny.

Unobtanium? Ale to przecie z Avatara

Śmieszy mnie, jak czasami producenci nazywają swoje technologie. Unobtanium niezmiennie kojarzy mi się z tym czymś o co bili się ludzi z kosmitami w kinowym przeboju Camerona. I to nie tym, w którym zatopił Di Caprio, który przecież mógł się zmieścić na tym kawałku deski.

De facto, unobtanium to w Oakley rodzaj gumki na zakończeniu ramion okularów oraz noska. Jest on niezwykle przyczepny, a pod wpływem potu jeszcze bardziej zwiększa swoje właściwości. I szczerze powiedziawszy, jak dla mnie, to w pełni się sprawdza. Jeżdżę w okularach niemal w każdych warunkach – przejechałem w nich dosyć mokre Velo Toruń oraz bardzo gorące Bydgoszcz Cycling Challenge i nigdy nie miałem wrażenia, że spadną mi z twarzy. Bardzo przyjemna sprawa, bo szkoda byłoby gdyby spadły i peleton po nich przejechał. Jeszcze mnie tylko zastanawia jak sprawdzi się w podczas opadów śniegu.

Oakley
Mokro? Ślisko? Ale okulary się trzymają

To warto czy nie?

Szczerze? Mam mieszane uczucia. Bo chciałbym, napisać, że macie rzucić wszystko i biec się do sklepu kupować Radar EV wraz z Prizmem. Ale, jest to drogi gadżet. Droga fanaberia kolarzy szosowych, którzy chcą się czuć bardziej pro niż są w rzeczywistości. Bo te wszystkie bajery – prizm, unobtanium, szyba zamiast pojedynczych soczewek znacznie zwiększają koszt całości jednocześnie dając w zamian poprawę w patrzeniu na otaczającą nas rzeczywistość. Ale tak to już jest z produktami premium. Płaci się dużo więcej za bajery, które nie zawsze są potrzebne i bez których w pełni damy sobie radę. Ale nasze ego będzie mile połechtane. Ja swoje połechtałem i nie żałuję. Ale myślę, że równie dobrze będziecie się czuć w okularach za połowę czy nawet 1/4 ceny Oakleyów z szybą dedykowaną do kolarstwa szosowego.

Przypomnę Wam jeszcze, że możecie mnie podglądach na Instagramie oraz Stravie. Tym bardziej, że w końcu uaktywniłem się trochę jeśli chodzi o liczbę pokonywanych kilometrów 😉