Koła, to nie tylko według mnie, najlepsze ulepszenie jakie możemy zafundować sobie oraz swojemu rowerowi. Jak jednak złapać te jedyne, które będą dla nas idealne? W sumie to wszystko zależy od naszego stylu jazdy, tego po jakich terenach głównie jeździmy, a przede wszystkim, od tego jak dobrze panujemy nad swoim rowerem. Bo nie sztuką jest jeździć na czymś niskim w bardzo wietrznych warunkach. Sztuką jest zapanować nad 68mm stożkiem w warunkach gdy zwykły spacer jest niemożliwy, bo porywa ludzi i krowy przerzucając w miejsca oddalone o kilka dobrych metrów. Aczkolwiek Ron, polski producent kół, dumnie reklamuje je  hasłem #Windproof. Czy tak jest faktycznie? O tym poniżej.

Ron Effect Air 6.2

Te koła od samego początku mogą się podobać. Wysoki stożek, biało-czarna kolorystyka oraz czarna anoda na powierzchni hamującej. Aczkolwiek nie cieszcie się z niej zbyt długo – bardzo szybko możemy się jej pozbyć jeśli dużo jeździmy, nawet w parę dni jeśli się uprzemy. Naprawdę nie jest to trudne, mi się udało. Kiedy już pozbędziemy się anody obręczy to koła nie wyglądają już tak niesamowicie. Ale wiadomo, wszystko jest kwestią gustu.

Bardzo pozytywnie zaskakuje też waga. Przy tak wysokim stożku oraz aluminiowej powierzchni hamowania można byłoby się spodziewać sporej wagi. Aczkolwiek karbonowe stożki i piasty robią swoje i odpowiednio zbijają masę kół. Na wadze wyszło mi 1920 gramów, czyli niewiele więcej niż waga, którą chwali się producent. W sumie jak teraz piszę te słowa, to różnica w zadeklarowanej wadze oraz realnej to wina taśmy na obręcz.

W zestawie z kołami otrzymujemy także naklejki maskujące punkt wejścia szprych w stożek oraz odpowiednio wycieniowane zaciski do kół. Całość naprawdę robi spore wrażenie.

Jedyne, do czego faktycznie mogę się przyczepić w kwestii wyglądu kół to zastosowanie białych naklejek. Niby ładnie wyglądają, ale tylko zaraz po wyjęciu z kartonu, oraz jeśli jeździmy i serwisujemy rower w sterylnych warunkach. We wszystkich innych przypadkach liczcie się z dużymi zabrudzeniami.

Ale jak się na tym jeździ

Napiszę najszczerzej jak tylko potrafię – jeśli szukasz kół uniwersalnych, na których będziesz jeździł w górach, po płaskim i brylował na zjazdach to… zastanów się jeszcze raz. Takie koła po prostu nie istnieją. Koła Ron Effect Air 6.2 skierowane są raczej do osób startujących w jeździe indywidualnej na czas czy triatlonie – wszędzie tam, gdzie po prostu mamy dużo płaskiego.

I na płaskim te koła dają solidnego kopa – pomimo sporej masy, kręcą się świetnie i bardzo dobrze trzymają prędkość. A nawet kiedy wpadamy w dosyć solidne podmuchy wiatru potrafią sporo wybaczyć – głównie dzięki zastosowaniu troszkę innego kształtu stożka. Tutaj ma on kształt litery “U”, dzięki czemu wiatr lepiej opływa koło, zapewniając nieco mniejsze turbulencje przy silniejszym wietrze. Aczkolwiek trzeba pamiętać, że należy zachować dużą ostrożność przy silnym wietrze. Bo pomimo lepszej kontroli w niesprzyjających warunkach nie jest tak, że w pełni możemy puścić kierownicę i jechać sobie z uśmiechem na twarzy. To po prostu zbyt wysoki stożek na tak nieostrożną jazdę.

Ogółem z blisko miesięcznego użytkowania kół mam bardzo dobre wspomnienia. Zachowywały się zawsze tak jak chciałem, przyspieszały gładko i bez problemów, oraz świetnie trzymały prędkość. Mam drobne zastrzeżenia co do ich sztywności. Aczkolwiek możliwe, że było to spowodowane tak wysokim stożkiem (68mm!). Dotychczasowe moje doświadczenia zamykały się na 50 mm i tradycyjnym kształcie obręczy.

Kupować?

Czy kupiłbym sobie koła Ron? Tutaj trudno mi odpowiedzieć. Bo z jednej strony po stokroć tak – są to koła w pełni zaprojektowane i składane w Polsce. Z bardzo wysokim stożkiem i świetnymi parametrami jeśli chodzi o przeniesienie siły z napędu oraz utrzymanie prędkości.

Jednak biorąc pod uwagę, że startuję w wyścigach szosowych, a nie jeździe indywidualnej na czas (czy triatlonie) to obawiam się, że takie koła troszkę ograniczyłyby mnie w przypadku bardziej górzystych terenach, gdzie niższa waga kół często jest zbawienna.

Ale jeśli chcesz po prostu odczuć korzyści aerodynamiczne, szukasz karbonowych kół przystosowanych pod dętkę i oponę (bo tak jak ja nie czujesz się jeszcze w pełni przekonany do szytek) to chyba nic lepszego nie znajdziesz. W szczególności w cenie wielokrotnie niższej od topowych producentów, aczkolwiek nie odbiegając od nich w jakości wykonania. A jeśli jesteś zawodnikiem triatlonowym czy timetrialowym to już teraz je kupuj. Lub, jeśli blokuje Cię partnerka, przekonaj ją do tych kół – chociażby tym, że wspierasz polską myśl techniczną 🙂