Kupiłeś już swoją pierwszą szosę. Pokonałeś setki, lub nawet tysiące kilometrów. I tutaj pojawia się zapewne pytanie, co można zrobić, żeby poprawić odczucia z jazdy. Większość zapewne od razu pomyśli o wymianie napędu na 10. lub 11. rzędowy, pozostali zadbają o wymianę samej korby na sztywną oś (jeśli mieli w innym systemie), ale powiem Wam, że to wszystko nie jest takie ważne w realnej poprawie odczuć z jazdy. Dlatego postanowiłem napisać tekst o tym, jak ulepszyć rower w wersji dla średnio zaawansowanych. Mam nadzieję, że moje przemyślenie pomoże tym, którzy pierwsze szlify już zebrali, a teraz szukają sposobu na poprawę swoich wyników na szosie.

Jak ulepszyć rower

Poprawa osiągów roweru zawsze jest dobrym pomysłem. Oczywiście, najważniejszym elementem całego systemu rowerowego jest kolarz, ale powiedzmy, że jesteśmy już całkiem wyćwiczonym osobnikiem. Dlatego żeby poprawić swoje osiągi, warto zastanowić się nad usprawnieniem roweru.

Pamiętny dzień, kiedy Allez dostał trochę bardziej wyścigową duszę 😉

Od czego warto zacząć?

Może zabrzmi to zabawnie od człowieka, który zaczął właśnie od tego, ale na pewno nie od napędu. Wiele osób mówi, że warto zmienić owijkę na troszkę grubszą, żelową lub położyć na kierownicy drugą warstwę owijki. Owszem, dużo to pomoże w poprawie komfortu, z resztą wielu prosów tak robi, ale nie poprawi to jakoś wybitnie naszych prędkości.

Według mnie, najważniejszą rzeczą jaka rzeczywiście usprawni pracę naszego roweru są koła. Idealnie byłoby mieć dwa komplety – jeden przeznaczony do treningów, drugi natomiast do ścigania się (jeśli mamy to w planach).

Co jeśli nie stać na nas dwa komplety?

Niestety, koła to jednocześnie najdroższy element do wymiany. Dlatego zakup dwóch kompletów w jednym momencie dla większości z nas nie wchodzi w grę. W szczególności, jeśli chcemy, żeby jeden zestaw był lekki. Karbonowy. Wtedy koszt może wynosić nawet parę tysięcy złotych – i to jeśli zdecydujemy się na koła mniej znanego producenta.

Dlatego na pierwsze koła, które będą przeznaczone do treningów czy też początkowych startów w wyścigach proponowałbym komplet aluminiowy. Wiadomo, że nie będą one należały do najlżejszych, ale dzięki temu wyrobimy sobie nogę. Wierzcie mi, że kiedy przesiądziecie się na coś lżejszego to od razu odczujecie poprawę.

Warto także pamiętać, żeby przy zakupie kół zwrócić uwagę na rodzaj łożysk użytych w piaście. Generalnie wszystko zamyka się na wyborze czy chcemy kupić tradycyjną konstrukcję na łożyskach kulkowych czy już trochę bardziej złożoną na maszynowych. Owszem, mamy jeszcze do wyboru łożyska ceramiczne, ale nie ma co się łudzić – to rozwiązanie walczących o każdy wat i najwyższe pozycje w wyścigach.

Łożyska kulkowe

Za wyborem kół zbudowanych na piastach z łożyskami kulkowymi przemawia łatwość serwisowania (oczywiście zakładając posiadanie minimalnej wiedzy technicznej), dzięki prostej budowie możemy szybko skasować luzy powstałe w wyniku eksploatacji czy względnie niski koszt elementów zastępczych. To także są jej główne wady – dzięki stosunkowo łatwej “rozbieralności” szczelność całej konstrukcji stoi na bardzo niskim poziomie, co prowadzi do jej zabrudzeń. Trzeba też pamiętać o regularnym kasowaniu luzów – jeśli to zaniedbamy, skasowanie większych może okazać się już niemożliwe i tym samym zostaniemy zmuszeni do wymiany piasty.

Łożyska maszynowe

Drugą opcją, która nie spowoduje aż tak wielkich spustoszeń w naszym portfelu są koła z łożyskami maszynowymi. Takie też mam w swoich Mavicach i, według mnie, kręcą się one zdecydowanie płynniej niż koła, które miałem wcześniej, gdzie były łożyska kulkowe. Szczerze mówiąc to każdemu polecałbym dołożenie tych paru złotych do piast z takim rozwiązaniem – nie trzeba ich tak często serwisować, dzięki zdecydowanie lepszemu uszczelnieniu całości są one mniej podatne na zabrudzenia czy wodę. Jednak jest też druga strona medalu. Gdy dostrzeżemy, że łożysko ma jakiś luz to najczęściej musimy się liczyć z tym, że czeka nas jego wymiana. Dodatkowo, w przypadku niektórych modeli, producenci wkładają niestandardowe wymiary takiego łożyska, przez co czeka nas kosztowna wymiana.

Stożek

Niski stożek

Biorąc pod uwagę zakup kół warto rozważyć też wysokość stożka. Warto to dostosować do tego, jakie kolarstwo lubimy. Niższy stożek, a co za tym idzie niższa masa, przyda nam się przy jeśli lubimy dużo jeździć po górzystym terenie. Wtedy przyda nam się raczej coś o wysokości dwudziestu paru milimetrów. Jest to chyba jedno z lepszych rozwiązań jeśli lubimy naprawdę długie przejażdżki. Specjalistą nie jestem, ale ponoć przy pokonywaniu dystansów 300+ km, czyli wszelkiego rodzaju ultra-maratonach, nie ma co pakować się w jakikolwiek wyższy stożek. W przypadku pagórkowatego terenu jestem w stanie w to uwierzyć, ale jednak wydaje mi się, że gdyby tak objeżdżać Mazowsze to nie trzeba się tym, aż tak przejmować. W końcu mamy tylko górę Kalwarię. Choć i góra to w jej przypadku trochę na wyrost.

Średni stożek

Jeśli właśnie rozważamy coś na płaskie tereny warto zainteresować się czymś około 40 mm. Realne korzyści z takiego stożka odczujemy, a w przypadku wiatru bocznego nie powinno nas zdmuchnąć. Bo ogólnie im wyższy stożek, tym łatwiej nam jechać ze względu na dużo lepszą aerodynamikę konstrukcji, jednak im bardziej wiatr wieje od boku, tym większych potrzebujemy umiejętności by się nie przewrócić. Coś za coś. Z resztą, aluminiowe koła o stożku większym niż 40 mm to już raczej zabawa dla prawdziwych hardkorów, bo ich masa spokojnie może przekraczać 2 kilogramy. Rekord jaki widziałem na allegro to, przy stożku 50 mm, półtora kilograma. Za samo przednie koło. Ale swoją drogą, że było tam trzydzieści parę szprych.

Podsumowując

Jakie koła więc na podmiankę do szosy? Chyba nie będzie zaskoczeniem, jeśli powiem, że takie na jakie na stać. I które odpowiadają naszemu stylowi jazdy. Osobiście każdemu polecałbym zakup kół opartych na łożyskach maszynowych, bo po prostu jest z nimi mniej roboty. Sam oddaję je tylko na przegląd na wiosnę i po sezonie, i nie mam z nimi najmniejszych problemów.

Co się zaś tyczy stożków to kwestia indywidualna i to, jaki profil trasy mamy najczęściej na swojej drodze. Niestety nie ma kompletu idealnego, więc najpewniej z czasem będziemy kompletowali różne wysokości tak, żeby być przygotowanym na każdą ewentualność. I żeby narazić się reszcie domowników tym, że zamieniamy dom, w magazyn kół 😉

 

  • Iwo Klisz

    Mi zmiana na karbonową ramę sporo dała. Poprzednio jeździłem na aluminium z karbonowym widelcem. Jeździ się dużo przyjemniej, szczególnie, że nasze drogi pozostawiają trochę do życzenia.

    • Karbon to także bardzo dobra inwestycja. Chociaż powiem Ci, że ja ją sobie zostawiam na koniec 😉