Codziennie przeglądam Facebookowe grupy poświęcone sprzedaży sprzętu kolarskiego. I niemal każdego dnia widzę tam posty, które z reguły zaczynają się mniej więcej w ten sposób:

 Pierwsza szosa! Prosiłbym o pomoc – wzrost 180 cm, długość nogi 86. Jakieś porady?

I zaczynają się oferty polecająca używane karbony za kilka tysięcy na ultegrze czy nawet Dura-Ace. Ale nikt nie zadaje kupującemu pytania, w sumie prostego, do czego chce używać zakupionej szosy. Bo trochę głupio kupić karbonowego ściganta na dojazdy do pracy czy wycieczki niedzielne z dziećmi. Po takich przyjemnościach osoba kupująca raczej rzuci szosą o ścianę, bo nie była ona tym, czego oczekiwał. Więc – to będzie Twoja pierwsza szosa i szukasz drobnej podpowiedzi jak ją wybrać?

Pierwsza szosa

Szosa to trochę inny świat w przeciwieństwie do MTB. W teorii trochę prostszy, nie wymagający takich umiejętności technicznych jak jazda w ciężkim terenie, ale mimo wszystko też ma swoje minusy. Chyba dwoma najważniejszymi jest cena samego sprzętu jak i nasz własny poziom wytrenowania. Oraz geometria samego roweru. Dlatego według mnie warto ustalić sobie pewne wytyczne (poza kwotą jaką przeznaczymy na zakup, rzecz jasna):

  • Przeznaczenie roweru
  • Dystanse jakie chcemy pokonywać
  • Minimalny osprzęt
  • Materiał ramy

W teorii wydaje się to oczywiste, ale w zalewie informacji z grup na fejsie czy for internetowych można łatwo o tym  zapomnieć. Tym bardziej, jeśli z każdej strony atakują nas szosy z typowo wyścigową geometrią, w świetnym malowaniu, a na dodatek z grupą osprzętową z najwyższej półki. I pod wpływem chwili jesteśmy skłonni kupić takiego Specialized Venge’a (tak, choruję na ten rower) by potem jeździć nim po bułki. I narzekać, że rower jest niewygodny i nie da się nim pokonywać dłuższych dystansów. I w ten sposób potem będzie płacz i zgrzytanie zębami, że utopiło się tyle pieniędzy w rower, który nie spełnia naszych oczekiwań.

Przeznaczenie roweru

Rowery szosowe coraz podlegają coraz mocniejszej specjalizacji. W teorii do każdego stylu jazdy znajdziemy odpowiedni model. Jeśli szukamy czegoś w miarę wygodnego, gdzie by dosięgnąć do kierownicy nie będziemy potrzebowali certyfikatu z ukończenia kursu jogi, to warto rozejrzeć się za rowerami z segmentu Endurance. Dobrym przykładem takiego modelu jest bardzo popularny wśród początkujących B’Twin Triban. Głównie za sprawą dobrego stosunku ceny do jakości. Aczkolwiek wiele osób mocno zniechęca jego “marketowe” pochodzenie. Ale dla pierwszego kontaktu z szosą, gdzie nie chcemy walczyć o każdą sekundę, a po prostu przejechać się trochę i poczuć radość z osiąganych prędkości będzie jak znalazł.

Inną kategorią są rowery przeznaczone do ścigania się. Tutaj możemy zapomnieć o wygodnej geometrii oraz bardziej wyprostowanej pozycji. W tym wypadku, jeśli dopiero zaczynasz zabawę w kolarstwo szosowe, i chcesz od razu się ścigać to przy zakupie roweru warto od razu sobie wykupić karnet na stretching. Bez tego może być ciężko, bo główka ramy jest niższa niż IQ Forresta Gumpa. No i w takim rowerze blaty przy korbie inne niż 53/39 mogą narazić Cię na kpiny przy okazji lokalnej ustawki. Więc lepiej najpierw pojeździć trochę samotnie, na kompaktowym blacie, wyrobić nogę i potem rzucić wyzwanie lokalnym mistrzom. A następnie zapłakać cicho w kącie, bo wciąż czegoś będzie brakowało.

A jeśli jesteś kobietą to warto rzucić okiem na propozycje przeznaczone specjalnie dla Ciebie. Owszem, możesz jeździć na ramie męskiej, ale wydaje mi się, że to nie będzie w pełni to, czego szukasz. Z jakiegoś powodu producenci jednak postanowili wprowadzić do swojej oferty rowery specjalnie dostosowane dla Pań. Dlatego jeśli jesteś kobietą to warto rzucić okiem na rowery Gianta z serii Liv czy Specialized Amira. Na pewno się nie zawiedziesz 🙂

Osprzęt

Przy pierwszej szosie ma się ochotę zakupu najlepszego dostępnego osprzętu. Chciałoby się od razu jeździć na Ultegrze i wygrywać z tą Babcią jadącą na starutkim mieszczuchu w wyścigu o lepsze miejsce przy kasie w supermarkecie. Trzeba jednak pamiętać, że lepszy osprzęt wiąże się z wieloma interesującymi korzyściami, ale niekoniecznie z takimi, które odczuje początkująca osoba na szosie. Różnica na pierwszy rzut oka to więcej przełożeń, ciaśniejsze stopniowanie kasety czy większy blat przy mechanizmie korbowym. No i oczywiście waga. Różnica pomiędzy szosą z poziomu entry level, a nawet ze średniej półki to średnio około 2 kilogramów. Ale czy to wszystko jest potrzebne początkującemu?

Moim zdaniem – niekoniecznie. Owszem, fajnie jest się pochwalić, że jeździmy na Dura-Ace niczym Rafał Majka. Ale jeśli nasz budżet nie jest nieograniczony to warto zastanowić się nad czymś z niższej półki. W tym roku chyba najbardziej popularna grupa osprzętowa dla początkujących, czyli Shimano Sora, otrzymała naprawdę dużo technologii od swojego wyższego rodzeństwa. Wizualnie nie różni się prawie niczym, a technicznie… no cóż, jest troszkę inaczej, co nie oznacza, że gorzej.

Niższe grupy osprzętowe to według mnie najlepszy wybór dla początkujących z jednego prostego powodu – koszt eksploatacji. Jeżdżąc na niskim poziomie zapominamy o tak prozaicznych sprawach jak krzyżowanie łańcucha (sam do tej pory mam z tym problemy), czy odpowiednie dobieranie przełożeń w stosunku do sytuacji na drodze. Grupy takie jak Claris czy Sora są wykonane z cięższych, ale jednocześnie bardziej wytrzymałych materiałów. Dzięki temu nawet przy niewłaściwym użytkowaniu jest mniejsze ryzyko uszkodzenia, a co za tym idzie, wymiany osprzętu.

Wyższe grupy, to już inna bajka. Odpowiednio droższe, ale i odpowiednio lżejsze. Wykonane z wyższej klasy materiałów, o które trzeba już dużo bardziej dbać. Bo zakup nowych części jest już kilkukrotnie wyższy. No i też z częściami zastępczymi też jest dużo więcej problemów (w szczególności w przypadku kół) niż gdy mamy standardowy osprzęt.

Materiał ramy

Obecnie króluje aluminium oraz karbon. Zdarza się znaleźć coś wykonanego ze stali, ale to raczej coś dla łowców antyków bądź osób szukających czegoś niezniszczalnego, ale też odpowiednio twardszego.

Czy warto od razu pakować się w karbon? I tak i nie. Niby ramy karbonowe dużo lepiej tłumią drgania z kiepskiej jakości dróg (czyli jak znalazł na nasze warunki), ale też kosztują odpowiednio więcej. Jasne, możemy pozwolić sobie na jakiegoś taniego “karboniaka” ale prawda jest taka, że tanie włókno węglowe nie dość że będzie wagowo podobne do dobrego aluminium, to i niekoniecznie będzie sztywniejsze. Dlatego czasem warto jednak przemyśleć sprawę i postawić na “amelinum”.

Słowem zakończenia

To oczywiście nie wyczerpuje tematu kupna pierwszej szosy. Jest to temat z gatunku tych głębokich. Wszak nawet nie poruszyło się tematu tego, czy kupować rower używany czy nówkę. A jak Wasze doświadczenie z kupnem pierwszej szosy? 

 

  • Pingback: Kwestia osprzętu - czy warto inwestować * Jednym Tchem()

  • Sylwia Kołodziejczyk

    Moje doswiadczenie przy pierwszej szosie- kupilam przelaj 😛

    • Tak też można 😉 Osobiście też trochę się nad tym zastanawiałem, ale jako że nie lubię błota to jakoś ostatecznie poszło w stronę szosy 😉 Chociaż coraz bardziej skłaniam się do zakupu jakiegoś budżetowego przełaja, żeby spróbować i ewentualnie mieć jako rower zimowy.