Każdy rowerzysta jeżdżący na rowerze szosowym czy MTB w pewnym momencie decyduje się na start w jakichś zawodach. Trening możemy oczywiście robić na sucho, polegając na pewnych wytycznych, które mają zaprowadzić nas do naszej pierwszej wygranej. Jednak warto takie przygotowania sobie ułatwić poprzez wykorzystanie specjalistycznych urządzeń – komputerów rowerowych oraz pomiarów mocy. Ostatnio, dzięki uprzejmości Mio Polska, otrzymałem do testów Mio Cyclo 505 HC – komputer rowerowy przeznaczony dla troszkę bardziej zaawansowanych kolarzy.

Zacznijmy jednak od strony troszkę bardziej technicznej – model, który do mnie dotarł jest w kolorze biało-szarym (chyba nie ma innych kolorów do wyboru – więc to troszkę boli jeśli, tak jak ja, dobierasz w rowerze wszystko pod kolor). Nie jest to duże urządzenie, jego wymiary to 61mm szerokości, wysokość 103 mm i grubości 19.3 mm. Więc to nie tak, że wozimy na kierownicy (bądź mostku) smartfona – po prostu taki troszkę większy licznik.

Do jakości ekranu nie można się przyczepić – jest duży i czytelny, chociaż w ostrym słońcu można mieć problemy z odczytem danych na wyświetlaczu. Jest on oczywiście kolorowy i dotykowy – to już raczej standard w takich urządzeniach. Jedyny przycisk to ten umieszczony w dolnej części obudowy, który służy za włącznik i wyłącznik, ale także cofnięcie do poprzedniego ekranu.

Bateria jest jest bardzo wytrzymała. Po pełnym naładowaniu spokojnie starczy na kilka dłuższych treningów – nawet przy włączeniu nawigacji oraz wszystkich czujników. Więc nie trzeba się bać, że wyjeżdżając poza miasto znajdziemy się nagle w środku pola bez wiedzy jak dotrzeć do domu lub pobliskiego schronienia.

Dla prawdziwych kolarzy chyba bardziej istotna jest waga samego urządzenia – no bo przecież walczymy o każdy gram na rowerze. Jeśli więc nie chcesz dodatkowo obciążać swojego roweru 129 gramami to nie kupuj tego urządzenia. A najlepiej zdemontuj jeszcze jakąś część – wtedy na pewno go jeszcze bardziej odchudzisz 😉

Jakie Mio jest na kierownicy każdy widziJakie Mio Cyclo 505 HC jest na kierownicy każdy widzi

Instalacja

Instalacja jest niezwykle prosta i MioCyclo 505 HC możecie zamontować na swoim rowerze w zaledwie kilka chwil. Troszkę zabolało mnie, że sam komputerek łączymy z mostkiem lub kierownicą za pomocą podstawki przymocowanej poprzez trytyki. Nie jest to dobre rozwiązanie, bo przy mocniejszych wstrząsach lubi się on przesuwać. Jednak od urządzenia, bądź co bądź, z segmentu premium oczekiwałbym troszkę większej dbałości o taki detal.

Kolejnym etapem jest zamontowanie czujnika kadencji połączonego z prędkościomierzem. Garmin oferuje w tym zakresie rozdzielenie tych dwóch urządzeń, tutaj jednak są one połączone za pomocą kabelka. Dlatego magnes do mierzenia prędkości montujemy na tylnym kole, a ten od kadencji na ramieniu mechanizmu korbowego. Oczywiście za pomocą trytytek. Nie wiem czy nie wolałbym w tym zakresie jakiegoś rodzaju gumki jaki dodaje zazwyczaj Sigma, ale możliwe, że nie sprawdziłby się on zbytnio, ze względu na możliwość przesunięcia się urządzenia. Przy montażu na trytykę mamy zdecydowanie stabilniejsze mocowanie.

Przyczepić niestety muszę się do mocowania magnesu od kadencji. Tak jak pisałem wyżej, montujemy go na ramieniu korby. Niestety, ale lubi się on przesunąć (Chociaż może to wina mojej Tiagry 4700?) Wydaje mi się, że lepszym rozwiązaniem w przypadku mocowania magnesu byłaby właśnie gumka, która lepiej by się dostosowała do różnych kształtów ramienia korby niż sztywna trytytka. Tym bardziej, że jeśli źle zapniemy trytytkę to możemy uszkodzić sobie but. A tego raczej wolelibyśmy uniknąć.

Magnes od pomiaru prędkości standardowo montujemy na szprychach. Tutaj wielkiej filozofii nie ma i do tego żadnych zastrzeżeń nie mam.

Mio Cyclo 505 HC – co oferuje

Ale co oferuje nam Mio Cyclo 505 HC? Dzięki niemu podłączymy urządzenia takie jak czujnik kadencji, pulsometr oraz pomiar mocy. Wszystko to w obydwu wiodących standardach w urządzeniach sportowych czyli ANT+ oraz Bluetooth. A ze względu na to, że urządzenie obsługuje ten drugi standard to możemy także je połączyć z naszym smartfonem. Umożliwi to nam monitorowanie połączeń przychodzących oraz wiadomości sms. Niby nic wielkiego, ale jednak przydatne. Bardzo lubię ten drobny detal ze względu na odciążenie mnie z zatrzymywania się w trakcie jazdy i szukania telefonu po kieszonkach w koszulce tylko po to, by zobaczyć, że dzwoniła do mnie obsługa klienta z kolejną, zupełnie niepotrzebną dla mnie, usługą.

Oczywistym jest też, że urządzanie oferuje nam możliwość nawigacji. Ustalenie drogi do domu (który oczywiście wpisujemy w ustawieniach), nawigacji w oparciu o punkt na mapie lub określony adres. Można też pobrać trasę ze strony MioShare – tego jednak nie udało mi się przetestować, ale dlaczego to napiszę za chwilę.

Tym, co świadczy o sile takiego urządzenia zdecydowanie jest możliwość połączenia ze Stravą, dzięki czemu uzyskujemy dostęp do opcji LiveSegment, dzięki której możemy rywalizować w czasie rzeczywistym z innymi użytkownikami Stravy. Niestety, mi nie udało się tej opcji przetestować ze względu na zarejestrowanie urządzenia na kogoś innego, przez co moje konto nie uzyskało pełnych możliwości.

I tutaj właśnie dochodzimy do pewnego niuansu urządzenia, który może być kłopotliwy dla kupujących sprzęt rowerowy z drugiej ręki. Jeśli ktoś już zarejestrował urządzenie na siebie i zapomniał je „odłączyć” po pozbyciu się go, to MioCyclo 505 HC staje się swego rodzaju bardzo drogim i tylko troszkę bardziej rozbudowanym licznikiem rowerowym. Będziemy mogli zmierzyć swoją kadencję, prędkość, waty lub tętno serca, ale o pełnym zakresie korzystania ze Stravy, który w takim urządzeniu jest bardzo istotny, możemy zapomnieć. Dlatego w przypadku zakupu Mio warto albo być w dobrym kontakcie z poprzednim właścicielem, albo kupić go bezpośrednio ze sklepu. Chociaż tutaj także warto uważać, bo na forach (w trakcie szukania rozwiązania swojego problemu z połączeniem z aplikacją CycloAgent) czytałem historie o kupowaniu sprzętu ze sklepu, który był „refurbishowany”. Chociaż w takim wypadku chyba nie powinno być problemu z reklamacją.

Ale jak się z tym jeździ?

Jazda z Mio Cyclo 505 HC jest dwojaka. W zależności od tego jak chcemy korzystać z urządzenia. Jeśli chcemy po prostu monitorować nasze postępy w treningu (wzrost średniej kadencji, prędkości czy watów) to spełnia swoje zadania w 100%. Jeśli chcemy wykorzystać je jako nawigację miejską to trochę gorzej. Zdarza mu się zgubić, pomylić trasę czy poprowadzić nas troszkę na około. Bardzo możliwe, że jest to związane z rozkopaną Warszawą i dlatego tak mylił drogę. Acz, nie zapomnę gdy kierując się do JR Concept – czyli zaprzyjaźnionego serwisu – na wymianę klamkomanetek chciał mnie poprowadzić w górę przez schody. Skończyło się na zejściu z roweru i mozolnej wspinaczce w niewygodnych do pieszych wędrówek butach.

Na wielki plus należy zaliczyć możliwość wyboru tego, z jakich dróg chcemy korzystać, a jakich unikać. Czy mają to być ścieżki rowerowe (co jest bardzo dobre przy jeździe po mieście), drogi asfaltowe czy kostka brukowa – to nie można narzekać i trzeba przyznać, że trasę wybierze w oparciu o nasze preferencje.

Ale tym, co totalnie i absolutnie mnie kupiło w Mio Cyclo 505 HC jest opcja „Surprise Me”, która jest absolutnym przejawem geniuszu treningowego. Wybieramy długość treningu (dowolnie – w kilometrach bądź czasie jaki chcemy spędzić na rowerze) i urządzenie podsuwa nam trzy trasy do wyboru. Totalnie losowo. Jest to idealny sposób, żeby poćwiczyć i zwiedzić przy okazji nowe lokalizacje. Z czegoś takiego korzystałbym zawsze – zarówno na rowerze jak i podczas biegania. Każda trasa staje się swego rodzaju loterią i niewiadomą. Dla mnie bomba!

Dzięki Mio poznałem Warszawę od troszkę innej stronyDzięki Mio Cyclo 505 HC poznałem Warszawę od troszkę innej strony

Podsumowanie

Czy kupiłbym dla siebie Mio Cyclo 505 HC? Myślę, że tak – głównie, żeby jeszcze dokładniej monitorować postępy w trakcie swojego treningu, mieć możliwość korzystania z opcji LiveSegment Stravy oraz dla opcji „Surprise Me”. Jednak na pewno próbowałbym znaleźć jakiś zamiennik dla magnesu mocowanego na korbie za pomocą trytytek czy dodatkowy uchwyt, który mógłby trzymać urządzenie troszkę przed kierownicą – tak jak w konkurencyjnych rozwiązaniach. Owszem, nie jest to tanie urządzenie, ale trzeba brać poprawkę na to, że jest to sprzęt przeznaczony raczej dla bardziej zaawansowanego użytkownika, dla którego rower to nie wycieczka poza miasto czy podróż do sklepu „po bułki”. Warto też pamiętać, że nawigacja jest wciąż rozwijana – niedawno pojawiła się aktualizacja do wersji 4.4 dodająca nowe możliwości, a to na pewno nie koniec jego rozwoju. Ja Mio Cyclo 505 HC serdecznie polecam!

  • hej,

    zastanawiam się, czemu nie zamontowałeś urządzenia na mostku? 🙂

    moja recka tutaj: http://blog.bobiko.pl/2016/12/recenzja-mio-cyclo-505hc/

    • Paweł Biernacki

      Hej, nie zamontowałem z bardzo prostego powodu – okazało się, że mój mostek jest trochę za gruby w stosunku do posiadanych przeze mnie trytytek 🙂 Inaczej znalazłby się na mostku 😉

      • a nie było dłuższych i cienkich? czy też nie chciało sie latac po wszelakich bricomarketach? 🙂