Długi weekend to w moim przypadku weekend spędzony z rowerem. Lubię to – drogi w Warszawie są niemalże puste, bo Warszawa wyjechała do domu i można pozwolić sobie na długi sprint od Kasprzaka do ronda ONZ bez walki o miejsce pomiędzy samochodami. Można oddać się rozmyśleniu jakie kroki poczynić w rozwoju bloga – rower świetnie się do tego nadaje. Pozwala oczyścić głowę ze zbędnych myśli (tak jak kendo) i całkowicie się skupić nad tym, co masz zrobić. Ale dzisiaj nie o tym. Tak się złożyło, że mogłem sobie pozwolić na testowanie Trek Emonda SL 8. Czy czuć różnicę w porównaniu do mojego Specialized Allez z 2012 roku? Tak. Ale czy na plus? O tym poniżej, więc zachęcam do czytania.

121
Kliknij aby powiększyć

Jednak jeszcze zanim zacznę pisać na temat roweru parę informacji technicznych na temat jeźdźca, czyli mnie. Mój Allez to rozmiar 56,  natomiast Emonda testowałem w rozmiarze 54. Według mnie był to troszkę za mały rozmiar dla osoby o wzroście 180 cm, jednak wiadomo, że jest to kwestia indywidualna i można się dostosować do wszystkiego. Pewnie osoby ważące troszkę więcej od typowego kolarza szosowego mogą mieć pewne obawy o wytrzymałość ramy – spieszę uspokoić, że nawet moje 87 kg (ale ciągle tracę!) nie sprawiło jakichkolwiek bólów tej ramie. Nic nie trzeszczało (ale by było jakbym napisał, że trzeszczy 😉 ) i nie wołało o ratunek. Więc przejdźmy już do części właściwej.

121
Kliknij aby powiększyć

Trek Emonda SL 8

Trek Emonda SL 8 to jeden z najlżejszy, jeżeli nie najlżejszy z modeli Treka – w udostępnionej mi konfiguracji na pełnej grupie osprzętu Shimano Dura-Ace 9000 i rozmiarze 54 cm waży około 7 kg. Więc zmiana w stosunku do mojego Alleza, ważącego około 9 kg była naprawdę ogromna. Powiem szczerze, że te dwa kilogramy to wielka różnica dla roweru szosowego. Czuć ją już od pierwszego zakręcenia ramionami korby. Ale w sumie jest to karbon, czy jak kto woli włókno węglowe – tak żeby trzymać się naszej pięknej, polskiej mowy. Tym, co najbardziej mnie zaskoczyło było bardzo szerokie miejsce łączenia rury dolnej z rurą podsiodłową – aż 90 mm. Ale takie rozwiązanie zdecydowanie zwiększa sztywność całej konstrukcji, tym samym lepiej przenosząc siłę naszych mięśni na napęd. I to czuć. Każdy wat jest przenoszony szybko i efektywnie na koła.

Emonda i Dura-Ace

Jak pewnie część z Was wie, niedawno w Specu dokonałem zmian w napędzie – obecnie jest to mieszanka Shimano Tiagra (mechanizm korbowy z tarczami 50×34), przerzutką Shimano 105 (5700 – 10 rzędowa) oraz klamkomanetkami Shimano 105 (także 5700). Trek Emonda SL 8 miał pełną grupę Dura-Ace 9000 (11 rzędowa). To, co najbardziej do mnie przemawia w tym osprzęcie są klamkomanetki – nie chodzi nawet o ich precyzję (która jest niesamowita – wszystko dzieje się w ułamkach sekund), ale sam kształt. Jest po prostu perfekcyjnie dopasowany do dłoni. Jazda na “łapach” czyli na samych gumach klamkomanetek nigdy nie była dla mnie tak wygodna – głównie za sprawą bardzo fajnego zabiegu z ich zwężaniem się ku zakończeniu. Bardzo poprawia to komfort w takiej jeździe. Dużym minusem jeśli chodzi o Treka była dla mnie kierownica – oczywiście Bontragera, czyli marki własnej tego producenta. Jeśli chodzi o szerokość była dokładnie w tym samym rozmiarze, co moja czyli 430 mm, natomiast dropy były zdecydowanie za krótkie, co przejawiało się drobnym dyskomfortem w jeździe w dolnym chwycie. No i mostek mógłby być ciut dłuższy, ale zrzucę to na karb rozmiaru ramy.

121
Kliknij aby powiększyć

Pewnie niewielu z Was zdaje sobie sprawę z tego, że w Wielkiej Brytanii nie tylko ruch drogowy odbywa się w innym kierunku niż u nas. Hamulce także są zamienione miejscami – w prawej klamkomanetce mamy przedni, natomiast w lewej tylny. Taka drobna dygresja, ale dosyć istotna dla mnie, ze względu na to, że jeżdżę właśnie na brytyjskim ustawieniu. Cóż, człowiek z anglistyki wyjdzie natomiast anglistyka z człowieka już nie. Na szczęście okazało się, że i w modelu testowym tak było. Modulacja siły hamowania jest naprawdę dobra i można spokojnie dobrać odpowiednią do sytuacji jaka się pojawia. W żadnej chwili nie czułem, żeby rower mógł zareagować podczas hamowania w sposób w jaki sobie tego nie życzę.

Koła nie zachwycają

Jeszcze ostatnie słowo na temat osprzętu w rowerze zanim przejdę do odczuć z jazdy. Parę słów na temat kół – te są oczywiście Bontragera, bo czyje można byłoby do tej Emondy zamontować? Osobiście chciałem przetestować coś na wysokim stożku, ale akurat tego nie było i musiałem zadowolić się standardowym. I niestety, ale nie zachwyciły mnie jakoś wybitnie. Kręciły się ładnie, szybko je można było wprawić w ruch, ale mam wrażenie, że można do jednego z najwyższych modeli włożyć ciut lepsze koła. A tak, to kupujący może się zastanowić nad włożeniem czegoś lepszego, żeby rama dała z siebie jeszcze więcej.

O doświadczeniach z jazdy

Ale to wszystko to tylko swego rodzaju dodatki do przyjemności jaka wiąże się z jazdą. Powiem wam, że nawet gdyby włożyć w tę ramę Shimano Sorę czy Tiagrę to jakość jazdy byłaby nieziemska. Każdy wat z moich nóg był bezbłędnie przenoszony na napęd, bez problemu osiągałem wysokie prędkości, a kierowcy których spotkałem na drodze do Powsina przecierali oczy, że rowerzysta bez problemu jedzie obok nich. A jak mówiłem, korba – pomimo że był to kompakt – stanowiła z ramą świetny, sztywny duet, który sprawdzał się zarówno w spokojniej jeździe w tempie około 25 km/h jak i przy nagłym zrywie do sprintu z 50 km/h. Niestety nie udało mi się przetestować go na podjazdach i  z tego powodu bardzo ubolewam. Chociaż i trochę się cieszę, bo podjazdów nie cierpię. 😉

Podsumowanie

Czy kupiłbym dla siebie Trek Emonda SL 8? Tutaj mam problem z odpowiedzią. Nawet mając biorąc założenie, że mam wolne 16 500 zł. Z jednej strony jest to wspaniały rower na wspaniałym osprzęcie, ale powiem szczerze, że czegoś mi w nim brakuje. Czegoś co jest dla mnie niezwykle trudne do uchwycenia i wyrażenia w słowach. Swego rodzaju duszy, czystej radości z kolarstwa. Można to wytłumaczyć tym, że nie był to mój rower a tylko udostępniony do testów. Nie wiem, takie moje drobne przemyślenie. Tak jak rozmawiałem z Gryziołkiem (która założyła dzisiaj stronę ze swoimi komiksami), może to po prostu chodzi o to, że nie był to Specialized. Że ten producent po prostu rozkochał mnie swoją stylistyką ram i dlatego nie potrafiłbym jeździć na innych. Więc pewnie mając te 16 500 zł po prostu kupiłbym Speca. Ale jeśli szukasz po prostu wybitnego, doskonałego roweru, pięknego i z doskonałą stylistyką to szczerze Ci go polecam. Nie zawiedziesz się i zyskasz wspaniałego kompana w codziennych wojażach, treningach i niezawodnego partnera na trasie wyścigów.

Pamiętaj także, że na facebooku znajdziecie dużo innych informacji związanych z kolarstwem i nie tylko. Kliknij więc tutaj jeśli chcesz dołączyć do społeczności Jednym Tchem na fejsie.