Jak zapewne wiecie, ostatnie półtora tygodnia spędziłem zakopany pod kołdrą targany kaszlem oraz gorączką. Udało się nadrobić zaległości związane z filmami, wróciłem na chwilę do Bloodborne żeby skopać parę tyłków wilkołakom i innym wirtualnym potworom, i tym podobne. Ale nawet nie spojrzałem na swojego Alleza. Kiedy wczoraj wsiadałem na Speca w drodze do pracy trochę się martwiłem o swoją kondycję. Na szczęście nie potrzebnie – tym samym Allez znowu jest na warszawskich drogach i będzie pojawiał się na nich jeszcze częściej.

Jazda spokojna bo ze średnią prędkością zaledwie 18 km/h bez wzniesień i maksymalną prędkością 44,6 km/h dała mi się bardzo we znaki. Nogi po krótkiej, 8 km przejażdżce poczuły ból jak po zgrupowaniu sędziowskim kendo na którym byłem w Łodzi. Tylko, że wtedy to zgrupowanie trwało cały dzień i odbyłem w jego trakcie kilkadziesiąt walk oraz trening z reprezentacją Polski. A następnego dnia nie mogłem o własnych siłach zejść z łóżka. Na szczęście tym razem nogi zregenerowały się szybciej, dużo szybciej. Myślę, że dużo pomaga w takiej regeneracji Strava. Oczywistym jest, że chcę się pozbyć paru kilogramów, które pojawiły się u mnie po zimie. I ta drobna aplikacja doskonale nadaje się do motywacji w utracie kolejnych centymetrów z obwodu pasa. Wszystko nam wyliczy, oczywiście nie tak dokładnie jakbyśmy używali pulsometru, ale zawsze. Miło jest spojrzeć na telefon po zakończeniu jazdy i zobaczyć utratę 200 kalorii. Czyli w sumie większości śniadania.

Allez_trasa

Spec to jednak nie tylko sposób na schudnięcie. To także niesamowite i niezapomniane przeżycia. Zarówno te pozytywne jak i negatywne, których najlepsza gra czy film nie dostarczą. Dzisiaj byłem świadkiem wypadku z udziałem gościa na szosie. Człowiek samochodem zatrzymał się po skręcie na ścieżce rowerowej bez upewnienia się, że nie nikt nie jedzie. Widok człowieka przelatującego razem z rowerem przez maskę oraz jego upadek po drugiej stronie bezcenny. No i kask, który rozpadł się w drobny mak daje sporo do myślenia. Dobrze, że go miał. Inaczej pewnie by się nie podniósł. Na szczęście obyło się bez większych uszkodzeń ciała. Żadnych złamań czy urwanych kończyn.

Jednak jednej rzeczy mi nie brakowało – osób na ścieżkach rowerowych. Zapomniałem jak bardzo niewychowani i nienauczeni poprawnej jazdy są zazwyczaj Ci ludzie. Zamiast ustawiać się w rządku na światłach każdy chce być pierwszy. I tym samym zajmują całą szerokość ścieżki tym samym nie mając miejsca na bezpieczny przejazd i doprowadzając do niebezpiecznych sytuacji.

No, ale pomimo tego moja czerwona strzała, niezastąpiony Spec znowu dał mi radość z pokonywania kolejnych kilometrów. Owszem, jest ciężko bo trzeba od nowa budować całą wytrzymałość, ale też przerwa, o dziwo, poprawiła moją technikę jazdy. Zwiększyła mi się kadencja i osiągane szybkości. Gdyby nie światła, to myślę że spokojnie moja średnia osiągałaby poziom 30 km/h.  A to zdecydowanie przyda się przy planowanej z Gryziołkiem wyprawie rowerowej. Ale o tym napiszę parę słów kiedy już wszystko będzie zatwierdzone.

allez_rower_modliszka

Mam nadzieję, że korzystacie ze wspaniałej pogody jaką mamy obecnie. Nie ma sensu siedzieć w domu – zdecydowanie lepiej wskoczyć na rower i pokonać parę kilometrów. Wierzcie mi, że zdecydowanie poprawią się Wasze humory po takiej przejażdżce, a i ładne, i ciekawe miejsca można dzięki temu odwiedzić. Idealnym przykładem jest na to Łukasz Przychodzień z Rowerowych Porad, który niedawno popełnił przewodnik po muralach w Łodzi. Jeśli chcesz rzucić na to okiem to zapraszam tutaj. A jak Wasze pierwsze dni kwietnia? Korzystacie z nich?