Lidl co jakiś czas organizuje specjalne, tematyczne tygodnie w trakcie których można zakupić sporo ciekawych produktów. Zazwyczaj związane są one z tematyką spożywczą, ale czasem pojawiają się także inne, jak na przykład akcesoria mające nam uprzyjemnić jazdę na rowerze. Sam na jesieni zaopatrzyłem się w długie spodnie z wkładką oraz bluzę i koszulkę, które służą mi z powodzeniem do dzisiaj. Owszem, bluza mogłaby być troszkę przewiewniejsza bo przy dłuższej jeździe zamienia się ona w przenośną saunę, ale jak za produkt kosztujący mniej niż 50 zł to więcej, niż można byłoby oczekiwać. Ostatnio, za sprawą kolejnej ciekawej promocji, mój Gryziołek zaopatrzył się w spodenki damskie. I o tym też postanowiliśmy napisać parę słów.

Spodenki nie są drogie, za 34,99 zł otrzymujemy zwykłe spodenki z wkładką coolmax (czy – jak kto woli – pieluchą) i wszytymi odblaskami. Pierwszy problem pojawił się przy wyborze rozmiaru. Z moich dotychczasowych doświadczeń z produktami Crivit i ich zawyżoną rozmiarówką doradziłem Asi wybór XS… niestety takiego rozmiaru nie ma. Najmniejszy to S, który odpowiada M czy nawet L. No i problem jest taki, że w pasie jest troszkę za luźno, a nie ma nawet tego jakoś zwęzić za pomocą sznureczka. Więc co chwila musi te spodenki poprawiać żeby siedziały na swoim miejscu. Na pewno plusem jest wszyta taśma na nogawkach, która trzyma całość na łydkach. Więc skoro projektanci pomyśleli o czymś takim, to czemu nie wzięli pod uwagę czegoś takiego w pasie? Nie wiem. Ewentualnie można byłoby dodać do całej konstrukcji szelki, które zdecydowanie poprawiłyby komfort jazdy. Niestety, w rozwiązaniach dla szerokiego zakresu kolarzy miejskich są rzadkim rozwiązaniem, chyba ze względu na wstyd jazdy w czymś takim. Jednak z jakiegoś powodu wszyscy troszkę bardziej zaawansowani kolarze wybierają właśnie ten typ spodenek. Sam podchodziłem do szelek jak pies do jeża, ale po pierwszej jeździe zupełnie zmieniłem swoje zdanie i więcej do rozwiązań na wszelkiego typu tasiemki czy sznurki nie wrócę. I myślę, że następne spodenki Asi też będą właśnie rozwiązaniem tego typu.

Spodenki jak mówiłem są stosunkowo tanie – 35 złotych to nie fortuna. Aczkolwiek należy wziąć pod uwagę, że strasznie szybko się przecierają. Asia nie jeździ tyle co ja – na razie są to przede wszystkim wyjazdy do pracy oraz na treningi kendo. Czyli w ciągu dwóch dni potrafi zrobić maksymalnie około 50 km. Niestety po tych dwóch dniach spodenki są już przetarte na pośladkach. Niby lycra, niby niezłe materiały, ale jednak nie potrafią wytrzymać próby czasu. Podejrzewam, że są one rozwiązaniem na krótką chwilę lub dla osób, które jeżdżą na rowerze bardzo sporadycznie. Na przykład po bułki do sklepu. Ale w takim wypadku po co kupować specjalne spodenki z wkładką? Komfort jazdy na tak krótkiej trasie się nie zwiększy.

Spodenki Lidl
Dwa dni i już przetarte… Co będzie dalej?

Mimo wszystkich swoich problemów, komfort jazdy, według słów Asi, jest zdecydowanie lepszy niż w zwykłych spodniach. Te parę kilometrów spędzonych na siodełku podczas podróży do pracy stały się zdecydowanie wygodniejsze. Aczkolwiek jeśli poważnie zastanawiasz się nad zakupem spodenek do jazdy na rowerze i pokonywania setek kilometrów to weź pod uwagę zakup od sprawdzonego sprzedawcy. Choćby naszego polskiego 4F. Dzisiaj zakupiliśmy ich kask, żeby Gryziołek miał zapewnione bezpieczeństwo w trakcie jazdy i też na pewno parę słów na ten temat napiszemy. Ja natomiast mam w planach zakup ubioru Specialized. Chcielibyście poczytać na temat ich kompletu? Zapraszam do komentowania.