Sport to zdrowie, a w zdrowym ciele zdrowy duch. Dwa piękne przysłowia, które według mnie nie do końca działają. Oczywiście, warto zażywać ruchu i uprawiać sport, ale należy to robić z głową. Sam jestem tego doskonałym przykładem, bo nieważne czy czuję się zdrowym czy nie to i tak chcę ćwiczyć. A czasami po prostu lepiej położyć swoje ciało na kanapie i zagłębić się w lekturze książki. I o tym też będzie dzisiaj.

Od małego jestem związany ze sportem. Dziecięciem będąc rodzice wysłali mnie na karate i te uprawiam w sumie do dzisiaj. Owszem, na treningi zaglądam rzadziej niż kiedykolwiek, ale wciąż w jakimś zakresie je ćwiczę. Chociażby w domu. Ot takie zwykłe – człowiek z karate wyjdzie, ale karate z człowieka niekoniecznie. Jeździłem na zawody, aspirowałem do kadry narodowej i nie opuszczałem niemal żadnego treningu. Nieważne, czy gorączka czy przeziębienie ja zawsze byłem. Dłuższe przerwy miałem tylko w momencie zwichnięcia rzepki, kiedy przez trzy miesiące nie mogłem się niemal normalnie poruszać bez ortezy i kul. No, ale cóż, zdarza się. Kiedy byłem spóźniony na trening po pracy to przebierałem się w toalecie w karategę (czyli popularnie mówiąc kimono) i biegłem przez Ożarów Mazowiecki do sali mojego klubu. Ot, taka zwykła codzienność tej małej mieściny niedaleko Warszawy.

308550_1823661011782_995817386_n

Niestety przez uszkodzenie kolan nie mogłem być takim zawodnikiem, jak Midori Kenji, co osobiście sprawiało mi drobny dyskomfort psychiczny. Ale nic się czasem na to nie poradzi. Na szczęście w moim polu widzenia pojawiło się kendo, które przywróciło nadzieje na starty zawodnicze. O tym już kilka razy pisałem, więc wystarczy poczytać wcześniejsze notki. A niedawno do kendo dołączyło kolarstwo szosowe, też swego rodzaju oczko w moim sportowym oku. Jasne, w wielkich wyścigach już nie wystartuję, ale wciąż mogę się pościgać na lokalnych zawodach.

Ale w życiu każdego sportowca, amatora czy zawodowca jest ten moment, że po prostu nam się nie chce. I dobrze! Jeśli się nie chce to nie ma co naciskać samemu na siebie i zmuszać się. To Twoje ciało wie, czy ma możliwość i siłę wziąć udział w treningu. Czasem zmuszenie się jest nawet gorsze ze względu na możliwość kontuzji. Częstymi przyczynami naderwań mięśni czy ścięgien nie jest uraz podczas treningu tylko właśnie przetrenowanie. Ciągłe treningi prowadzą też do zakwaszenia mięśni, co może się negatywnie odbić na naszych wynikach oraz zdrowiu. Jedną z konsekwencji takiego stanu w mięśniu może być uszkodzenie ich możliwości do kurczenia się, co prowadzi do ich mniejszej siły i szybszego męczenia się podczas treningu.

20110417002513

Więc zastanów się, jeśli czujesz ból w mięśniach czy też zakwasy, czy nie lepiej zostać. Wierz mi, wyjdzie Ci to na zdrowie i Twój organizm będzie Ci za to wdzięczny. Przez tak prosty zabieg jak odpoczynek możesz poprawić swoje wyniki, ale przede wszystkim dać sobie bezpieczne jutro, wolne od wizyt u ortopedy i rehabilitanta. A o to chyba przede wszystkim chodzi w amatorskim uprawianiu sportu.