Żyjemy w dziwnych czasach, gdzie jest coraz mniej czasu na wszystko. Kiedy wstajemy rano myślami jesteśmy już w pracy,w pracy myślimy o tym co trzeba zrobić w domu, natomiast po powrocie zastanawiamy się, co może przynieść nam następny dzień. To wszystko prowadzi do pewnego rodzaju negatywnego myślenia, świadomości że nie mamy kontroli nad własnym życiem, a wszystko robimy w pośpiechu. Sam jestem więźniem takiego myślenia, ale od jakiegoś czasu staram się z tym walczyć.

Codziennie rano, zaraz po obudzeniu, zamiast przeglądać mejle jakie dostałeś na swoją skrzynkę bądź sprawdzać powiadomienia postaraj się pomyśleć o czymś pozytywnym. Może pogoda jest ładna? Albo obudziłeś się obok osoby, którą kochasz? Czy to nie jest powód do tego, żeby się choć trochę uśmiechnąć? Ja co prawda zaraz po dzwonku budzika jestem martwy, ale za chwilę przez drzwi otwarte przez dziewczynę zmierzającą do kuchni po szklankę wody wpadają koty i witają mnie radosnym mruczeniem i ocieraniem się o twarz. I jak się choć trochę nie uśmiechnąć.

Gucio
Jeden z naszych dwóch sierściuchów.

Warto też na spokojnie zjeść śniadanie. W końcu, jak to mawiała moja Babcia, jest to najważniejszy posiłek dnia. Z resztą, tak samo jak obiad i kolacja. Nie spoglądać na telefon, nie jeść go w biegu czy zastępować je kawą i papierosem. Staraj się także wyjść z domu na kilka minut przed autobusem. Po co się stresować i przechodzić na czerwonym świetle, bo autobus już nadjeżdża? Tylko to większe zagrożenie dla Ciebie. W autobusie nie denerwuj się kobietą, której torba zajmuje miejsce siedzące. Karma wraca – możesz być pewien, że mówiąc coś nieprzyjemnego wywiąże się jakaś kłótnia. I zepsujesz sobie tak dzień, który przecież tak wspaniale zacząłeś. Dobrze jest w takich sytuacjach mieć dobre słuchawki tłumiące otoczenie i włączyć sobie ulubioną muzykę, która utrzyma nas w dobrym nastroju. Osobiście nie cierpię jeździć komunikacją miejską, unikam jej jak ognia, no ale wiadomo – czasem po prostu się nie da. Ale odkąd od mojego Gryziołka dostałem Beatsy nawet płaczące dzieci w autobusie mi nie straszne – po prostu ich nie słyszę.

Praca to temat rzeka, jej pewnie niedługo poświęcę troszkę więcej miejsca, bo jest w niej po prostu bardzo dużo rzeczy oraz osób, które skutecznie mogą zaburzyć nam dzień. Ale wydaje mi się, że najbardziej istotną rzeczą jakiej się nauczyłem w mojej karierze to wcześniejsze dotarcie do pracy. Nie mówię, żebyś przychodził na godzinę przed jej rozpoczęciem, ale nawet piętnaście minut może być dobrym wyjściem. Na spokojnie przygotujesz sobie stanowisko, zaparzysz herbatę lub inny napój i bez stresu będziesz mógł pracować. Spóźnienie powoduje ogromne zdenerwowanie, świadomość, że jesteśmy do tyłu z harmonogramem. No i przełożeni nie patrzą na to przychylnie. Wierz mi, że te parę minut względnego spokoju przed pracą spowoduje, że staniesz się bardziej produktywny.

waiting-410328_1280

Powrót do domu to też mnóstwo pułapek tylko czekających by popsuć Ci humor. Jeśli chodzi o pierwsze minuty to postaraj się na spokojnie zobaczyć, co trzeba zrobić. Warto troszkę posprzątać – wierz mi, że człowiek w czystym mieszkaniu zdecydowanie lepiej funkcjonuje. Poświęć parę minut na ogarnięcie kuchni, uprzątniecie sterty gazet z salonu czy tym podobne. Poczujesz się lepiej ze względu na to, że od razu zobaczysz efekty swojego wysiłku. Znajdź trochę czasu dla siebie na czynności, które lubisz robić. Ja z reguły pół godziny po powrocie poświęcam na ćwiczenia fizyczne. Może jestem troszkę od nich uzależniony, ale zdecydowanie poprawiają mi humor. Spędź trochę czasu z bliską Ci osobą czy osobami, zróbcie coś razem – może Scrabble? Na pewno nie starajcie się zalegać na kanapie przed telewizorem. A potem spróbujcie zrobić wspólnie obiad do pracy na następny dzień. My uwielbiamy wspólnie gotować. Jest to doskonały moment by wymienić się poglądami na wydarzenia z danego dnia, dowiedzieć się więcej na tematy, które mogliśmy pominąć. A jeśli ma się koty to będzie to okazja do pośmiania się, obserwując ich prośby o kawałek mięska.

Pamiętaj, to nie okoliczności sprawiają, że dzień jest udany bądź nie. To wszystko zależy od Twojego nastawienia i tylko Ty możesz nad tym zapanować. Oglądałeś “How I Met Your Mother”? Jeśli nie, to szczerze polecam Ci ten serial. A jeśli tak, to przypomnij sobie randkę Barney’a, w której nic nie szło po jego myśli, a on ciągle wierzył, że może to obrócić na swoją korzyść (uwielbiam to jak Neil Patrick Harris mówił “I can turn this around”). Troszkę wysiłku i wszystko ułoży się tak jak Ty tego chcesz.

Barney-Stinson