Pierwszy krok to najczęściej ten najtrudniejszy – nieważne czego się podejmujemy. Nowe wyzwania to dla wielu z nas coś niewyobrażalnego, czego nie chcemy i boimy się jak ognia. Często jest też tak, że po rozpoczęciu danej aktywności porzucamy cały projekt ze względu na niezadowalające nas wyniki. A może czasem po prostu wystarczy obniżyć poprzeczkę którą sobie postawiliśmy o ten centymetr, a może dziesięć.

first-step-2
Będąc na starcie warto się zastanowić nad tym gdzie jest meta

Rozumiem ideę wskakiwania na głęboką wodę – czasami jest to dobra metoda, która może dać wymierne korzyści. Ale najczęściej powoduje całkowite zniechęcenie oraz porzucenie naszych planów. Bo tak dziwnie jest w naszej psychice, że z reguły doznając porażki nie chcemy kontynuować naszych działań. Znam mnóstwo osób, które od razu za cel ustaliły sobie start w maratonie. Cel szczytny, ale jeśli od razu decydujemy się na trening, gdzie dystansem początkowym jest pięć kilometrów to nic dziwnego, że odpadamy po pierwszym. Tym bardziej, jeśli wcześniej nigdy nie ćwiczyliśmy.

Jedną z moich ulubionych metod podchodzenia do nowych wyzwań jest ta, którą nazywam “teorią RPG”. Dla innych może to wiązać się z tak zwaną grywalizacją. Jeśli chcesz poczytać dokładniej czym jest grywalizacja kliknij tutaj. Sam swoją teorię stosuję na co dzień i przy podejmowaniu kolejnych wyzwań. Najprościej mówiąc, zaczynając nowe przedsięwzięcie zaczynamy z pierwszego poziomu doświadczenia. Tutaj nawet zwykły szczur czy przebycie 100 metrów stałego biegu stanowi dla nas wyzwanie. Ale kumulując doświadczenie poprzez kolejne walki… wyzwania możemy brnąć dalej i biec na dalsze odległości.

A teraz dając przykłady z bardziej znanych osób. Słyszałeś o Eddiem Edwardsie? Wątpię. Sam o nim nie słyszałem do wczoraj, kiedy to w kinie zapowiedziano film, najpewniej słabą komedię, o tym właśnie człowieku. Chłopiec, którego największym marzeniem był start w olimpiadzie. Ostatecznie wybrał sobie Zimowe Igrzyska Olimpijskie i skoki narciarskie. W wieku szesnastu lat, czyli w wieku, w którym już żaden trener nie myśli o tym, żeby przygotować młodzieńca do kariery skoczka. Ostatecznie za pomocą trenera, równie nietypowego co on, zostaje mu dana szansa rozwoju oraz startu w zawodach. I tak metodą drobnych kroczków… znaczy się skoków, dotarł do wymarzonej przez siebie Olimpiady. I to jako pierwszy Brytyjczyk w tej właśnie dyscyplinie. Co więcej, to właśnie przez niego Międzynarodowa Federacja Narciarska wprowadziła znany nam system kwalifikacji do turnieju głównego. Bo przecież nie może być, żeby słaby skoczek był bardziej popularny od tych, którzy zajmują najwyższe miejsca na podium.

_80418226_1520569

Czasami bycie słabszym od kogoś, przyznanie się do własnej słabości nie musi stanowić o tym, że tak właśnie jest. Czasami wystarczy po prostu powrócić do podstaw, obniżyć sobie poprzeczkę i poczekać na pozytywne efekty, które na pewno w niedługim czasie przyjdą. Wystarczy o tym pamiętać. Ja pamiętam i dzięki temu jeżdżę coraz większe dystanse na rowerze i wytrzymuję coraz cięższe treningi. A o tym, że czasami na treningu może być naprawdę ciężko mogliście poczytać we wpisie o tym, jak trenuje się z szóstym najlepszym kendoką na świecie.